Nawet milion złotych mogą wynosić straty po poniedziałkowym pożarze targowiska przy ul. Ruskiej w Lublinie. Handlarze, którzy mieli tam swoje stragany, oskarżają o podpalenie konkurencję.

Straty po pożarze są ogromne /Krzysztof Kot /RMF FM

Pożar na targu przy ul. Ruskiej w Lublinie wybuchł w poniedziałek przed godz. 23. Z ogniem walczyło 15 zastępów straży pożarnej. Udało się go opanować koło północy; spłonęło całe targowisko o powierzchni około 2,5 tys. metrów kwadratowych.

Teren ogrodzony został policyjnymi taśmami. Zgliszcza będą teraz badać biegli.

Zza taśm wyłania się przygnębiający widok. To ogromna tragedia - mówią handlujący tam ludzie. Na stałe na targowisku pracowało ok. 300 osób.

Wziąłem 20 tys. zł kredytu. Wczoraj przywiozłem towar na targowisko. Wszystko spłonęło. Moje dzieci urodziły się w Polsce, wynajmuję tu mieszkanie, 20. mam do zapłacenia ratę kredytu. Nie mam z czego jej spłacić - mówi z żalem Bułgar, który handlował przy Ruskiej.

Wśród przedsiębiorców nie milkną plotki o tym, że ktoś podłożył ogień. 

Byłem w nocy na miejscu. Ogień rozprzestrzeniał się z co najmniej trzech miejsc. Przypadek? To nie jest przypadek - komentuje jeden z nich. Według właścicieli straganów za pożar odpowiadają konkurenci z sąsiednich targowisk. W pobliżu Ruskiej są trzy bazary. Spór między handlarzami trwa od sześciu lat. 

Od samego początku chcieli się nas stąd pozbyć. W czym my jesteśmy winni? W tym, że sprzedajemy taniej? Ja wolę sprzedać taniej i więcej, żeby mieć co do gara włożyć - komentuje jedna z właścicielek straganów.

Tezę o podpaleniu ma potwierdzać fakt, że do pożaru doszło w poniedziałek. Na początku tygodnia handlowcy zaopatrują się w towar. Wszystkie pieniądze mieliśmy w towarze - mówi jedna z kobiet.

Co ciekawe, targowiska nie chciał zalegalizować nadzór budowlany uznając stragany za samowolę. Mimo wszystko bazar działał.

Przyczynę pożaru spróbują ustalić biegli, którzy będą przeszukiwać zgliszcza. Jakie będą dalsze losy targowiska, na razie nie wiadomo.