Policja odpiera zarzuty Krajowej Rady Komorniczej. Zdaniem rzeczniczki KRK Iwony Karpiuk-Sucheckiej, to nieprzygotowanie policji było przyczyną zamieszek na stołecznym Placu Defilad. We wtorek przez siedem godzin trwała tam regularna bitwa między handlarzami z Kupieckich Domów Towarowych a wynajętą przez komornika ochroną. Policja wkroczyła do akcji dopiero po południu. W zamieszkach rannych zostało ponad 30 osób.

Będą zawiadomienia do prokuratury w sprawie bitwy o halę Kupieckich Domów Towarowych na Placu Defilad w Warszawie. Po zamieszkach zatrzymano dziesięć osób, które rzucały kamieniami w policjantów. Teraz odpowiedzą za napaść. Komornik przez kilka godzin próbował dostać się do hali, udało się przy... czytaj więcej

Komornik już trzy tygodnie temu prosił o pomoc policję. Wysłał nawet pismo, informujące o planowanej akcji. Jednak we wtorek rano, kiedy rozpoczynał pracę, było przy nim tylko kilku funkcjonariuszy.

Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji podkreśla jednak, że komornik przybrał do swoich działań firmę ochroniarską i straż miejską. Twierdzi również, że policja może działać wyłącznie w sytuacjach zagrożenia życia lub zdrowia. Egzekucja komornicza jest egzekucją komorniczą, a policjanci nie mogą zastąpić komornika (…) Komornik wystąpił o pomoc do firmy ochroniarskiej. My byliśmy gotowi do podjęcia ewentualnych działań w miarę eskalacji konfliktu - wyjaśnia:

Problem w tym, że policjanci wkroczyli do akcji dopiero około południa, kiedy bijatyka trwała w najlepsze. Z okien KDT leciały krzesła i metalowe przedmioty, a w stronę ochroniarzy kostka brukowa. W środku hali rozpylono gaz.

Gdyby policjanci byli tam od początku, akcja mogłaby przebiegać znacznie spokojniej - twierdzi natomiast Andrzej Kulągowski z KRK. Jego zdaniem, akcja policjantów oddziałałaby psychologicznie na kupców, zgromadzonych w hali KDT:

Niestety policja wkroczyła do akcji dopiero po kilku nieudanych próbach sforsowania wejścia do hali KDT, podjętych przez komornika wraz z towarzyszącą mu ochroną.