Narodowy Instytut Programów Wychowania i Podręczników, wzmocnienie pozycji nauczycieli tak, by ustawowo uniezależnić ich od woli rodziców – takie zmiany w edukacji zamierza po wyborach wprowadzić PiS. Pisze o nich w najnowszym wydaniu "Dziennik Gazeta Prawna".

PiS chce wprowadzić zmiany w szkole po wyborach /Jacek Turczyk /PAP
Czy uczniowie będą szturmować po szkole fast foody?

Od września w szkolnych sklepikach nie ma już tak zwanego śmieciowego jedzenia. Dietetycy chwalą ten pomysł, ale podkreślają, że to nie wystarczy, by skończył się problem z nadwagą wśród uczniów. "Dobrze, że śmieciowe jedzenie zniknęło ze szkolnych jadłospisów, ale żeby dzieci zmieniły... czytaj więcej

Instytut ma być niezależny od Ministerstwa Edukacji Narodowej i jednocześnie przejąć od niego część zadań, związanych głównie z merytorycznymi treściami przekazywanymi uczniom. Zatrudniać ma ekspertów w dziedzinie pedagogiki i - jak zapewnia PiS - znajdzie się w nim miejsce "dla naukowców i praktyków z różnymi poglądami".

W szkołach miałby obowiązywać jeden kanon lektur. PiS chce też, by nawet na lekcjach fizyki czy chemii znalazły się elementy wychowania. Ponadto Prawo i Sprawiedliwość chce, by egzamin dojrzałości był trudniejszy i bardziej elitarny. Zamierza też przywrócić egzaminy na studia.

Powinniśmy formować ludzi, którzy będą świadomymi obywatelami Polski, a nie tylko zasobem siły roboczej dla Europy - wyjaśnia współautorka programu Marzena Machałek.

Więcej o pomysłach PiS na edukację przeczytacie w najnowszym wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej".

(mpw)