W poniedziałek zapadnie ostateczna decyzja o ograniczeniu w dostępie do pigułki awaryjnej. 15 lat - taką granicę proponują eksperci - konsultanci w dziedzinie ginekologii i endokrynologii oraz prawnicy z zespołu powołanego przez ministra zdrowia. Wiceminister odpowiedzialny za polityka lekową Igor Radziewicz-Winnicki, w rozmowie z Mariuszem Piekarski przyznaje, ze bariera 15 lat jest najlepsza

Pigułka "dzień po" od 15. roku życia?

15 lat - to najbardziej prawdopodobna granica wieku, od którego dostępna ma być w Polsce pigułka awaryjna "dzień po". Nad takim rozwiązaniem pracują legislatorzy z Rządowego Centrum Legislacji i Ministerstwa Zdrowia - dowiedział się nieoficjalnie Mariusz Piekarski. Premier Ewa Kopacz... czytaj więcej

Radziewicz-Winnicki tłumaczy, że są dwa argumenty - biologiczny i prawny. Biologiczny jest kluczowy, bo - jak mówi wiceminister - chodzi o proces dojrzewania kobiet. W wieku 15 lat właściwie wszystkie nastolatki są już biologicznie gotowe do macierzyństwa i tylko dla takich dziewcząt pigułka jest bezpieczna. Lek jest dla kobiet w wieku rozrodczym, czyli w przypadku tych dziewcząt, które nie zakończyły dojrzewania płciowego nie powinien być stosowany. Średnia wieku dojrzewania to 12 lat. 15 lat to jest taki wiek, kiedy dziewczęta już są biologicznie w okresie rozrodczym – tłumaczy Radziewicz-Winnicki.

Oczywiście nie można zmienić prawa tylko dla jednej pigułki. Dlatego 15 lat będzie też najprawdopodobniej wiekiem dostępu swobodnego do wszystkich tabletek antykoncepcyjnych - trzeba stworzyć zapis dla całej kategorii leków - przyznaje Radziewicz-Winnicki.

Drugi argument przemawiający za barierą 15 lat w dostępie do pigułki awaryjnej, to argument prawny wynikający z kodeksu karnego. 15 lat to jest tzw. wiek przyzwolenia. Seks z osobą poniżej 15 roku życia jest karany - prawnicy chcą więc podeprzeć się przepisem z kodeksu karnego - skoro zabroniony jest seks z osobą poniżej 15 lat, to taka osoba nie powinna swobodnie mieć dostępu do pigułki awaryjnej po stosunku płciowym.

Dwa tygodnie temu Komisja Europejska zdecydowała, że środek sprzedawany pod nazwą ellaOne, stosowany jako tzw. antykoncepcja awaryjna, może być dostępny w krajach UE bez recepty. Jak informowano, ostateczna decyzja, czy zezwolić na sprzedawanie tego produktu u siebie bez recepty, należeć będzie do władz krajów członkowskich. Polskie ministerstwo zdrowia poinformowało jednak, że pigułki będzie można sprzedawać w kraju bez recepty, bo odbiorcą decyzji KE jest firma wprowadzająca lek na rynek, a rząd polski ani resort zdrowia nie są stroną w sprawie.  

Naczelna Rada Aptekarska chce, by pigułka była wydawana na receptę

W przyjętym w środę stanowisku prezydium Naczelna Rada Aptekarska zaznaczyła, że biorąc pod uwagę działania niepożądane tabletek zawierających octan uliprystalu (to substancja czynna ellaOne) i interakcje z wieloma lekami, bezpieczniejsze dla zdrowia kobiet byłoby wydawanie tych tabletek wyłącznie na receptę, zwłaszcza że jej wystawienie jest poprzedzone badaniem lekarskim.  

Aptekarze zaapelowali też do premier i ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza o podjęcia "bezzwłocznych, zdecydowanych i skutecznych działań w celu wprowadzenia regulacji prawnych, które zapewnią, że produkty zawierające octan uliprystalu wydawane były wyłącznie na podstawie recepty lekarskiej".

EllaOne to produkt antykoncepcyjny przeznaczony do stosowania w przypadkach nagłych, np. gdy stosowana antykoncepcja zawiodła. Środek został dopuszczony do obrotu w UE w 2009 r. Substancja czynna preparatu łączy się z receptorami progesteronu - hormonu, który wpływa na wystąpienie owulacji i przygotowanie wyściółki macicy do przyjęcia zapłodnionej komórki jajowej. Działając na receptory progesteronowe preparat zapobiega ciąży, głównie zapobiegając owulacji lub opóźniając ją. 

(mpw)