Czekamy na premier - inaczej nie opuścimy gmachu resortu zdrowia - zapowiadają cztery pielęgniarki z "Solidarności" służby zdrowia. Po nieudanych rozmowach z ministrem w sprawie płac postanowiły zostać w budynku. Dodatkowe rozmowy ministra Konstantego Radziwiłła z kobietami nie dały rezultatu. Członkinie związku żądają przyjazdy Beaty Szydło.

Budynek Ministerstwa Zdrowia (zdj. ilustracyjne) /Grzegorz Jakubowski /PAP

Przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ Maria Ochman tłumaczy, że kobiety chcą w ten sposób zwrócić uwagę na wciąż nierozwiązane, mimo zapowiedzi i obietnic zmian, problemy ochrony zdrowia.

Na pewno nie wyjdziemy stąd bez takiej możliwości, żebyśmy poinformowali o tym, co się dzieje - i w ministerstwie, i w naszych sprawach - panią premier - podkreśla Ochman.

W środę związkowcy wystosowali do premier Beaty Szydło pismo, w którym również prosili o pilne spotkanie w sprawie problemów polskiej służby zdrowia.

NSZZ "Solidarność" w poniedziałek wydała komunikat, w którym podkreślono: "Mamy pełną świadomość, że po ośmiu latach dewastacyjnej polityki kolejnych rządów PO-PSL nie nastąpi radykalna zmiana na lepsze. Nie formułujemy postulatów niemożliwych do realizacji - oczekujemy jedynie realizacji programu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości oraz obietnic złożonych naszemu środowisku w expose pani premier".

Związkowcy domagają się podwyżki wynagrodzeń wszystkich pracowników zatrudnionych w placówkach ochrony zdrowia i "radykalnego przyspieszenia" prac nad ustawą o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia.

Chcą także przygotowania i uchwalenia ustawy o sieci szpitali, zwiększenia finansowania Państwowego Ratownictwa Medycznego oraz utrzymania dotychczasowych zadań Państwowej Inspekcji Sanitarnej.

(mpw)