Są ciche, klimatyzowane, mają monitoring. Tak reklamowane są nowe składy Szybkiej Kolei Miejskiej w Warszawie. Niestety wygodniejsza jazda to jedyna zmiana dla pasażerów. Pociągi nie będą jeździły szybciej, a podróż nie ulegnie skróceniu. Wszystko przez to, że te supernowoczesne składy pojadą po archaicznych torowiskach.

Urząd Miasta chwali się nowymi składami prawie tak, jakby chodziło o ukończenie nowej linii metra. Niestety pasażerowie nie będą w stanie w pełni skorzystać z zalet nowych pociągów. Na przeszkodzie staną tory.

Wjazd na stację Warszawa Wschodnia

Miejsce tragedii w kilka godzin po wypadku

Szkoda, że tory mamy złe - rozmowa z ekspertem kolejowym Jakubem Majewskim

Z około 400 kilometrów torowisk i zwrotnic tylko niewielkie fragmenty pozwalają na jazdę z prędkością ponad 100 km/h. Na większości z nich przez cały dzień nie da się podróżować szybciej niż 60 km/h, a w wielu miejscach pociągi hamują nawet do 30 km/h. Co gorsze, kolejarze nie wiedzą nawet, kiedy będą mieli pieniądze na coraz pilniejszy remont jednej z głównych podmiejskich linii.

Mimo to nowe składy na pierwszy rzut oka bardzo podobają się pasażerom.

Pierwszy nowoczesny skład wozi podróżnych już od dzisiaj.

Do połowy czerwca będą ich cztery. To najnowsza konstrukcja zakładów z Nowego Sącza. Pociągi są monitorowane, mają klimatyzację, nowy, przejrzysty system informacji, ekrany wyświetlające informacje, zamontowano w nich kasowniki i automaty do sprzedaży biletów.

Pociąg może zabrać ponad 700 pasażerów, bo tylko część siedzeń zamontowano - jak w klasycznym pociągu - jedne za drugimi. Większość z nich ustawiona jest tyłem do okien, tak jak w metrze. Dzięki temu więcej podróżnych, mimo, że w pozycji stojącej zmieści się w środku.

Wnętrze nowego pociągu warszawskiej SKM

Łodzianie oddali cześć ofiarom katastrofy samolotu