Coś z Ukrainy śmierdzi i to dosłownie. To dym, który nawiewany jest na polską stroną. Szczególnie odczuwany w rejonie Włodawy. To palące się torfowiska. Mieszkańcy obawiają się smrodu w powietrzu. „Sytuacja jest monitorowana. Na razie nic złego się nie dzieje” - zapewnia dr inż. Arkadiusz Iwaniuk, zastępca Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska w Lublinie.

Wzdłuż granicy i na terenie całej Polski rozmieszczone są stacje badające stan czystości powietrza /Michał Dukaczewski /Archiwum RMF FM

Niestety sytuacja się powtarza. Mieliśmy do czynienia z takimi pożarami w latach poprzednich. Pożary torfowiska są bardzo trudne do opanowania, wymagają dużo wody, dużych środków, a ze względu na sytuację na Ukrainie nie jest to dla nich obecnie najbardziej pilny problem do rozwiązania - mówi Iwaniuk.

Na szczęście poza dyskomfortem, bo palący się torf wydziela specyficzny i dość nieprzyjemny zapach, nie mamy się czego obawiać - zapewnia.

Wzdłuż granicy i na terenie całej Polski rozmieszczone są stacje badające stan czystości powietrza. Prowadzone pomiary monitoringowe - jak zapewnia Wojewódzki inspektorat Ochrony Środowiska w Lublinie - wykazały co prawda w ostatnim okresie wzrost stężeń zanieczyszczeń pyłowych i gazowych (tlenku węgla i tlenków azotu), szczególnie w godzinach wieczornych i nocnych, ale daleko do niepokoju.

We wrześniu odnotowano dwa dni ze stężeniami 24-godzinnymi pyłu PM10 o wartościach: 51,6 µg/m3 - 12.09.2016 r.  i 54 µg/m3 - 16.09.2016 r. przekraczającymi poziom dopuszczalny wynoszący 50 µg/m3. 

To jednak zaledwie 18 proc. poziomu alarmowego. Stężenia gazów były podwyższone, znacznie poniżej dopuszczalnych poziomów - uspokaja inspekcja.

Często znacznie wyższe stężenie obserwujemy, gdy ktoś pali śmieciami w piecu - dodaje Arkadiusz Iwaniuk. Czy możemy się czuć bezpiecznie? Na pewno tak. Nie ma powodów do obaw, sytuacja cały czas jest monitorowana - zapewnia.


(j.)