"Jeżeli się podejmuje decyzję o włączeniu podsłuchu komendantowi głównemu policji, to jest to uzgodnione z najwyższymi czynnikami władzy" - mówi w rozmowie z RMF FM Zbigniew Maj, były szef policji zatrzymany w środę przez CBA. Jak przekonuje - zatrzymanie i zarzuty dla niego to sprawa polityczna, a cała akcja była zaplanowana tak, by przykryć inne wydarzenia.

Zbigniew Maj /Jakub Kaczmarczyk /PAP

Zbigniew Maj został zatrzymany w środę rano przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Agenci pojawili się w jego mieszkaniu w Kaliszu około 6 rano. Były komendant usłyszał 10 zarzutów, m.in. dotyczących przekazywania dziennikarzom informacji z trwających śledztw.

Według Zbigniewa Maja, już sam sposób zatrzymania go wskazywał na polityczny cel całej akcji. Dzień mojego zatrzymania to dzień tłumaczenia się ministrów z nagród, kolejny dzień protestu osób niepełnosprawnych - wylicza były komendant. O godzinie 6 wkracza do mojego domu CBA, podkreślam, na bojowo, kładzie na ziemi mnie i moją małżonkę, tak naprawdę również moją córkę... To jest cały teatr polityczny i wizerunkowy. Zatrzymanie na bojowo komendanta głównego policji spowodowało, że w tym dniu i w następnych dniach nikt nie wracał do kwestii nagród, tylko wszyscy zastanawiali się, co ten komendant zrobił, ile tych zarzutów poważnych dostał - przekonuje.

Były szef policji zamierza złożyć zażalenie na sposób zatrzymania przez CBA oraz - jak mówi dziennikarzowi RMF FM - zastanawia się nad złożeniem do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa i bierze pod uwagę pozew cywilny. Siły i środki użyte w stosunku do mnie i do mojej rodziny nie były adekwatne do zarzutów które usłyszałem - zaznacza Maj.

Komendant na podsłuchu

Pytany o zebrany przeciwko niemu materiał dowodowy, Zbigniew Maj odpowiada, że w jego ocenie "jest on żaden". Dodaje również, że ten materiał pochodzi przede wszystkim z podsłuchów. Dlaczego i na jakiej podstawie prawnej byłem podsłuchiwany jako komendant główny policji? - pyta Maj. Według niego podsłuchujący go agenci CBA niemal na pewno musieli słuchać nie tylko rozmów z dziennikarzami, ale również tych na wyższym szczeblu.

Wie pan, jaka to jest wiedza, kiedy ze mną rozmawia pierwszy garnitur partii rządzącej, ministrowie? Politycy, politycy opozycji, którzy umawiali się ze mną i rozmawiali na różne tematy? Istotne jest to, że taką wiedzą można grać, rozmowami, kontaktami i innymi informacjami, które płyną z podsłuchów - mówi były komendant naszemu reporterowi. Przekonuje również, że skoro zarzuca mu się przekazywanie informacji do mediów, najprawdopodobniej podsłuchiwano również rozmowy samych dziennikarzy. 

(az)