​Nie mam zamiaru w tej sprawie słuchać opozycji - powiedział w sobotę w Chojnicach (Pomorskie) minister obrony narodowej Antoni Macierewicz komentując zarzuty, że wojewoda pomorski za późno skierował wojsko do pomocy na tereny dotknięte przez nawałnicę.

Antoni Macierewicz /Dominik Kulaszewicz /PAP

Ja nie mam zamiaru w tej sprawie słuchać opozycji, ani głosów ludzi, którzy nie byli na miejscu, nie widzieli i nie rozumieją skali tragedii i skali niezbędnej pomocy. Żołnierze, którzy tam są na miejscu i stoją po pas, albo po szyję, w wodzie i wyciągają te straszliwe zniszczenia, ratują ludzi, wiedzą o tym lepiej - mówił dziennikarzom szef MON.

Dodał, że to wojewodowie, którzy też "są na miejscu mają dobre rozeznanie".

Dysponujemy ponad 9 tysiącami żołnierzy i ogromną ilością sprzętu, która jest w każdym momencie do dyspozycji i uruchamiamy go na żądanie i wniosek wojewodów, bo to wojewodowie są odpowiedzialni za teren. Oni wiedzą, jakie środki i gdzie powinny być kierowane - my jesteśmy tu siłą usługową. Wchodzimy do działania wtedy, kiedy władze cywilne nie dają sobie i trzeba interweniować ciężkim sprzętem - tłumaczył Macierewicz.

Podkreślił, że jest pod "olbrzymim wrażeniem" dotychczasowych działań żołnierzy przy usuwaniu drzew z koryta Brdy, aby zapobiec wylaniu rzeki na okoliczną miejscowość Rytel.

Skuteczność ich działań i poświęcenie jest naprawdę wysokiej próby, a to nie są przecież jedyne zespoły, bo i na innych ciekach wodnych pracują żołnierze - ocenił.

(az)