Mieszkańcy Marcinkowa k. Mogilna (woj. kujawsko-pomorskie) blokują ciężarówkom wjazd na teren, gdzie odbywa się nielegalne składowanie odpadów. Dotychczas zwieziono ich 50 ton - najprawdopodobniej z zagranicy. Urzędnicy starostwa powiatowego potwierdzają nielegalność procederu. Mieszkańcy postanowili dyżurować na miejscu.

Protest w Marcinkowie k. Mogilna (Kujawsko-Pomorskie) /Tytus Żmijewski /PAP

Kilkanaście kilometrów od Marcinkowa we wsi Wszedzień pod koniec maja wybuchł pożar składowiska odpadów chemicznych. Płonęły chemikalia w pojemnikach różnej wielkości, ułożone warstwami. Pożar we wsi Wszedzień był czwartym tego typu zdarzeniem w maju w województwie kujawsko-pomorskim. 

W piątek, w ubiegłym tygodniu zaczęło się utwardzanie drogi. W poniedziałek przyjechały wieczorem dwie ciężarówki z odpadami. Od razu zaalarmowaliśmy wszystkie służby. Kiedyś - dawno temu - był tu tartak. Pod koniec jego działalności była tu chwilowo sortownia śmieci. Firmy się wyniosły, a od pięciu lat nic się tutaj nie działo. Nie pozwolimy na składowisko w pobliżu naszych domów - powiedziała mieszkanka Marcinkowa Katarzyna Barczak. 

Mieszkańcy natychmiast zorganizowali się i wyznaczyli dyżury. Są gotowi blokować przyjazd kolejnych ciężarówek. Sprawa tutaj wygląda podobnie jak w całej Polsce. Ktoś wynajmie teren i nie liczy się z tym, że tu mieszkają ludzie, a takie składowisko może skazić teren. Widzieliśmy mieszkańców Wszednia, którzy musieli się odnaleźć po pożarze, a także ich ogrody, które są skażone. Przecież oni musieli się ewakuować. Walczyli z tym od lat. My chcemy działać, zanim wywiozą tutaj kolejne tony śmierci. Będziemy w tym miejscu w razie potrzeby dzień i noc - podkreśliła Barczak.

W czwartek na miejscu pojawiła się komisja ze starostwa powiatowego w Mogilnie. Po inspekcji dyrektor wydziału ochrony środowiska w tej instytucji Andrzej Stachowiak powiedział, że nie można mówić o składowisku odpadów w tym miejscu.

To nie jest składowisko, gdyż zgodnie z definicją ustawy takim jest instalacja wymagająca określonych pozwoleń. To bez wątpienia jednak miejsce nielegalnego składowania odpadów. Nie mamy co do tego wątpliwości - wskazał Stachowiak. Potwierdził też, że właściciel firmy, która obecnie dzierżawi teren, w ogóle nie prowadzi działalności gospodarczej związanej z odpadami. Możemy jasno powiedzieć, że odpady na tej działce zostały zgromadzone w sposób nielegalny - dodał Stachowiak.

Starostwo ma skontaktować się z przedsiębiorcą po weekendzie, gdyż znajduje się on obecnie poza granicami kraju. Straż miejska w Mogilnie deklaruje, że będzie solidaryzowała się z mieszkańcami i blokowała wjazd na teren kolejnych ciężarówek z odpadami.

(mch)