Dziś lany poniedziałek. W Faktach RMF FM mówimy dużo o laniu wody - dosłownie i w przenośni. Kto, kiedy i dlaczego leje wodę, i co z tego wynika? Kto się cieszy z lania wody, a dla kogo jest to udręką?

Lanie wody to jest często taka czy inna rozbudowana wypowiedź. Ona jest poprawna gramatycznie, więc o tej strony nie można jej nic zarzucić, ale nie ma tam żadnej treści. Od tego lania wody powstał też złożony rzeczownik "wodolejstwo", bo nie ma tam konkretu, żadnych namacalnych treści - mówi reporterowi RMF FM prof. Jan Miodek z Uniersytetu Wrocławskiego. Myślę, że lanie wody w znaczeniu mówienie nie bardzo merytorycznie to polska specjalność - zaznacza językoznawca.

Warto podkreślić, że świąteczna tradycja lania wody, której nazwa pochodzi z języków germańskich, to śmigus dyngus, a nie "śmingus dyngus", jak często błędnie mówimy.

Kto najczęściej leje wodę?

posłuchaj sondy, którą wśród mieszkańców olsztyna przeprowadził andrzej piedziewicz

Kiedy najczęściej lejemy wodę?

Hydraulicy, strażacy i politycy - wykonawcy tych zawodów zdaniem słuchaczy RMF FM najczęściej leją wodę. Prym wiodą "wybrańcy narodu". Więcej mówią niż robią - mówi reporterowi RMF FM jedna z mieszkanek Olsztyna. Mówią dużo rzeczy, z których nigdy nic nie wynika - zaznacza druga olsztynianka.

W jaki sposób leją politycy?

posłuchaj felietonu konrada piaseckiego

Myli się srodze ten, kto myśli, że wodę w polityce leje się lekko, łatwo i przyjemnie. Są owszem tacy, którym lanie przychodzi bez trudu i sprawiają wrażenie, jakby lali od kołyski, ale są i tacy, którzy lania wody uczą się z trudem - leją bez wdzięku i z wysiłkiem. Patrząc czasami, jak ciężko leje się prezydentowi, jak głęboko przy tym wzdycha i z jakim bólem rozgląda się po sali, można dojść do wniosku, że lanie to nic przyjemnego. Co ciekawe, tych problemów nie ma jego brat-bliźniak, który jeśli leje, to barwnie i zawsze bez kartki.

Lejąc męczy się szef klubu parlamentarnego PO Grzegorz Schetyna, który lanie umila sobie często wyszukiwaniem i strzepywaniem ze stołu paprochów i okruszków. W laniu monotonny jest Zbigniew Ziobro, bo on każde zdanie lania rozpoczyna od słów: "Kiedy ja byłem ministrem sprawiedliwości". Jego koledzy z Brukseli - Jacek Kurski czy Tadeusz Cymański - leją hożo, choć ten pierwszy leje często i gęsto wodą ciężką.

Niedościgłym mistrzem lania jest Donald Tusk, który nawet jeśli lejąc niczego nie naleje, to pozostawia słuchaczy z wrażeniem, że lał z gracją i był do lania świetnie przygotowany. Wśród polewaczy mamy kategorię specjalną, która wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Gdzie bowiem umieścić Nelly Rokitę z jej laniem szczebiotliwym, a językowo niezwykłym, czy Janusza Palikota, który leje na oślep tak bardzo, że czasami poleje przeciwnika, czasami kolegę i często samego siebie?

Zamiast asfaltu - woda. Posłuchaj felietonu Pawła Świądra

Wodę leje nierzadko także minister, który odpowiada za lanie, ale… asfaltu. Cezary Grabarczyk niezbyt często zaszczyca nas swoją obecnością w radioodbiornikach i telewizorach. Kiedy jednak decyduje się na publiczny występ, sypie obietnicami jak z rękawa. O autostradach, "ekspresówkach", obwodnicach - i właściwie może tak bez końca.

Hydraulikom wraz z wodą płyną pieniądze

Pracy i roli hydraulika przyjrzał się Piotr Świątkowski

Politycy leją wodę, choć nie powinni. Strażacy leją, bo muszą. Młodzi chłopcy leją, licząc na poderwanie dziewczyny, choć te - z oblania - nie zawsze się cieszą. Z lania wody cieszy się zawsze hydraulik, bo wraz z wodą płyną pieniądze.

W śmigus dyngus zużywamy więcej wody?

Do wrocławskich wodociągów miejskich zajrzała Barbara Zielińska

Reporterka RMF FM Barbara Zielińska sprawdzała, czy śmigus dyngus spowodował większe zużycie wody we wrocławskich wodociągach. Jak się jednak okazało, wodomierze w miejskich wodociągach niczego takiego nie pokazują. Wrocławianie po prostu wyjeżdżają z miasta i tak wody nie zużywa się więcej w lany poniedziałek - tłumaczy rzecznik tej instytucji. Nie ma też raczej mowy o tym, by nielegalnie podłączyć się do miejskiego źródła wody.