Polski drób ma kłopoty. Najwięksi pozaunijni importerzy wstrzymali dostawy z naszego kraju - dowiedział się reporter RMF FM. Powodem jest wykrycie w Lubuskiem ogniska ptasiej grypy u zwierząt hodowlanych.

Zdj. ilustracyjne /Geyres Christophe /PAP/EPA

Producenci drobiu muszą się liczyć ze sporymi stratami. Ich wielkość zależy od skuteczności negocjacji. Te już są prowadzone przez polskie władze z Chinami, RPA, Wietnamem i Tajwanem.

Teraz najważniejsze jest to, by udało się przekonać te kraje do tzw. regionalizacji importu. Chodzi o to, by restrykcje handlowe nie obejmowały drobiu z całego kraju, a jedynie z zagrożonego obszaru.

Na eksport trafia połowa polskiej produkcji drobiu. Znaczna większość jedzie do krajów unijnych, gdzie nie ma restrykcji. Kraje spoza Wspólnoty kupują natomiast trochę ponad jedną piątą naszego eksportu. Jej wartość, to mniej więcej 400 milionów euro rocznie.

(az)