Komisja Europejska nie wystąpi o nałożenie sankcji na Polskę na wtorkowym posiedzeniu ministrów ds. europejskich UE, podczas którego dyskutowana będzie kwestia praworządności w Polsce – ustaliła dziennikarka RMF FM. Po raz pierwszy jednak o sytuacji w Polsce dyskutować będą kraje UE.

Siedziba Trybunału Konstytucyjnego /Michał Dukaczewski /RMF FM

Bruksela przygotowała już na to spotkanie jednostronicowy dokument, do którego wgląd miała dziennikarka RMF FM. Komisja przedstawia w nim działania polskiego rządu i Sejmu w sprawie Trybunału Konstytucyjnego od grudnia 2016 roku. Opisuje też dialog, który w tej sprawie prowadzi z Polską. W dokumencie jest wspomniany artykuł siódmy Traktatu UE, powszechnie zwany bombą atomową - zarówno ze względu na siłę rażenia (sankcje!) jak i na to, że się jej nie używa. I tak jest i tym razem.

 W dokumencie Komisja Europejska stwierdza, że dzięki artykułowi siódmemu przestrzeganie zasad praworządności staje się wspólnym interesem - całej Unii  i państw członkowskich. W związku z tym  potrzebna jest - według KE -  dyskusja w Radzie Unii.  Komisja nie wspomina, że chodzi o dyskusję o rozpoczęciu procedury w ramach art. 7. Dokument jest bardzo oszczędny i krótki.

We wtorek nie będzie żadnej decyzji w sprawie Polski. Będzie to tylko informacja o sytuacji praworządności w Polsce - powiedział RMF FM unijny dyplomata po dzisiejszym spotkaniu ambasadorów UE. Komisja chce  wysondować nastroje w kwestii Polski wśród państw członkowskich, chce sprawdzić, czy kraje UE będą wspierać KE w jej dalszych działaniach, które będą szły dalej niż to, co Bruksela zrobiła do tej pory - powiedział dziennikarce RMF FM dyplomata dużego kraju UE. Jego zdaniem po wypowiedzi przedstawiciela KE głos zabierze kilku ministrów. Jednak z pewnością nie będą się wypowiadać wszyscy.

Prawdopodobnie nie będzie to jednak wystarczające wsparcie, by KE wniosła kwestię praworządności w Polsce już jako punkt formalny na kolejną Radę UE. Dlaczego kraje UE będą ostrożne? Bo Rada UE tradycyjnie jest miejscem współpracy, a nie konfrontacji. Wywieranie takiej presji na kraj może utrudnić współprace w innych dziedzinach - tłumaczy unijny dyplomata. Inny z rozmówców Katarzyny Szymańskiej-Borginon powołuje się na przykład Austrii, na którą nałożono sankcje w 2004 roku  Wówczas efekt był taki, że społeczeństwo stanęło murem za rządem. Nie chcemy więc efektu przeciwnego do zamierzonego - mówi inny z dyplomatów. Jest także wiele krajów, które zdają sobie sprawę, że podobna sytuacja może im się także przytrafić. Widzieliśmy wybory we Francji czy w Holandii, jak blisko było do wygranej przez populistów - dodaje.

(mpw)