Szef Kancelarii Sejmu domaga się od prezesa LOT wyjaśnień w sprawie porannego incydentu z samolotem, którym do Czech miała podróżować delegacja polskich parlamentarzystów z marszałkiem Radosławem Sikorskim - dowiedział się reporter RMF FM. Z powodu awarii systemu nawigacji maszyna podczas startu musiała wyhamować. Nikomu nic się nie stało.

Kancelaria Sejmu przede wszystkim chce się dowiedzieć, jakie były powody usterki, która uniemożliwiła wylot parlamentarzystów, a także, jakie kroki podjęto w związku z awarią. Takie pismo trafiło także do wiadomości szefa kancelarii premiera, jak również do ministra obrony narodowej.

Jak usłyszał reporter RMF FM, Kancelaria Sejmu czeka też na ustalenia służb dotyczące kłopotów rządowego samolotu. Po tym incydencie marszałek Sikorski rozmawiał ze swym czeskim odpowiednikiem. Zdecydowano, że wspólne posiedzenie prezydiów Sejmu i czeskiej Izby Poselskiej odbędzie się w innym terminie.

Komunikat LOT-u: Kapitan podjął decyzję o bezpiecznym przerwaniu rozbiegu

Awaria rządowego samolotu. „Kapitan podjął decyzję o bezpiecznym przerwaniu rozbiegu”

"Samolot nie wystartował ani nie oderwał się od pasa startowego. Kapitan podjął decyzję o bezpiecznym przerwaniu rozbiegu" - to fragment krótkiego oświadczenia LOT-u, który jest właścicielem rządowego embraera. To tą maszyną delegacja Sejmu miała lecieć do Pragi. Samolot miał problemy... czytaj więcej

Rano rządowy embraer miał problemy ze startem i nie wzbił się w powietrze. Pilot zdołał go wyhamować.

"Samolot nie wystartował ani nie oderwał się od pasa startowego. Kapitan podjął decyzję o bezpiecznym przerwaniu rozbiegu" - to fragment krótkiego oświadczenia LOT-u, który jest właścicielem rządowego embraera.

Za obsługę techniczną, wszelkie naprawy i sprawdzenia samolotów LOT-u, a embraer był czarterowany od tego przewoźnika, odpowiada zewnętrzna spółka wyodrębniona ze struktur LOT-u.

Przed samym rejsem maszynę dopuszczają do startu jeszcze mechanicy LOT-u. Procedura Head - mówiąca o przewożeniu 4 najważniejszych osób w państwie - a na pokładzie był przecież marszałek Sejmu - obejmuje również dodatkowy oblot tuż przed startem z pasażerami. Czy było tak w tym przypadku? - nie sposób dowiedzieć się od LOT-u, bo poza lakonicznym komunikatem rzeczniczka przewoźnika odmawia odpowiedzi na wszystkie pytania.

Jak poinformowały PLL LOT, samolot rządowy rozpoczął rozbieg na pasie startowym - nie wystartował ani nie oderwał się od pasa startowego.

"Z uwagi na komunikat jednego z systemów, jaki pojawił się w kokpicie, zgodnie ze standardową procedurą obowiązującą w takich sytuacjach kapitan podjął decyzję o bezpiecznym przerwaniu rozbiegu i odkołowaniu na stanowisko postojowe w celu dokonania przeglądu systemu" - poinformował przewoźnik w wydanym oświadczeniu.

"Decyzję o bezpiecznym przerwaniu startu kapitan może podjąć tylko do osiągnięcia tak zwanej prędkości V1, czyli w momencie, w którym samolot cały czas jest na ziemi i ma wystarczającą długość pasa startowego, by bezpiecznie wyhamować maszynę. Jest to procedura, która obowiązuje w każdym tego typu przypadku" - poinformował LOT.

Radziszewska: Nie mieliśmy tęgich min

Awaria rządowego samolotu w Warszawie. "Nie mieliśmy tęgich min"

Awaria rządowego samolotu na lotnisku wojskowym w Warszawie. Maszyna miała problemy ze startem i nie wzbiła się w powietrze. Pilot zdołał jednak wyhamować samolot. Na pokładzie było 18 osób. "Było o krok od katastrofy" - opowiada na gorąco reporterowi RMF FM wicemarszałek Sejmu Jerzy... czytaj więcej

Najbardziej dramatyczne jest to, że do usterki doszło w newralgicznym i najbardziej niebezpiecznym momencie - w trakcie samego startu maszyny - gdy rozpędzony samolot niemal już oderwał się od ziemi.

Rozpędził się, próbował wystartować i nawet podniósł dziób już i było hamowanie ostre. Powiem panu, że nie mieliśmy tęgich min - tak opisywała nam to wicemarszałek Elżbieta Radziszewska.

Pilot zdołał opanować maszynę i wyhamować, mimo że przy starcie samolot jest rozpędzony do 300-400 km/h. Stąd dramatyczne relacje uczestników i radość - jak mówiła marszałek Radziszewska, że dziś już nigdzie nie lecą, bo nie ma maszyny zastępczej.

Wenderlich: Było o krok od katastrofy

Było o krok od katastrofy - opowiadał reporterowi RMF FM wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich. Według niego, samolot bardzo się rozpędził, można było wręcz poczuć, że za chwilę zacznie się wznosić.

Dokładnie w tym momencie zrobiło się groźnie. Poczuliśmy, że dzieje się coś niedobrego, jakiś przerażający taniec tego samolotu. Czuło się próbę wytracenia prędkości. Czuliśmy walkę pilota z samolotem - jak dalej opisuje wicemarszałek, wszyscy na pokładzie wręcz głośno odetchnęli z ulgą, kiedy pilot wygrał tę trudną walkę z maszyną.

Delegacja miała lecieć do Pragi na spotkanie z prezydium czeskiego parlamentu. Rzeczniczka marszałka Sejmu Małgorzata Ławrowska poinformowała, że na pokładzie było 18 osób, m.in. marszałek Sejmu Radosław Sikorski, wicemarszałkowie: Elżbieta Radziszewska, Jerzy Wenderlich i Eugeniusz Grzeszczak, posłowie: przewodnicząca Polsko-Czeskiej Grupy Parlamentarnej Monika Wielichowska i Jan Rzymełka z Komisji Spraw Zagranicznych oraz przedstawiciele Kancelarii Sejmu, dwóch tłumaczy, fotograf i ochrona BOR.

Po katastrofie smoleńskiej w 2010 roku i rozformowaniu pułku specjalnego, który przewoził VIP-y, w gestii wojska pozostaje transport osób na najwyższych stanowiskach w państwie śmigłowcami. Należą one do 1. Bazy Lotnictwa Transportowego, utworzonej w miejsce 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Transport na większe odległości odbywa się dwoma samolotami czarterowanymi od PLL LOT. Tam, gdzie niemożliwe jest użycie transportu cywilnego - np. w rejonie działań wojennych, wojsko przewozi oficjalne delegacje swoimi samolotami transportowymi.

(mpw)