Po śmierci byłego arcybiskupa Józefa Wesołowskiego, warszawska prokuratura ma umorzyć swe śledztwo w sprawie czynów pedofilskich, jakich miał się on dopuszczać. Były dostojnik kościelny został znaleziony martwy nad ranem w swoim mieszkaniu.

Józef Wesołowski zmarł nad ranem w Watykanie / Danny Polanco /PAP/EPA

W sytuacji, gdy osoba podejrzewana umiera, postępowanie podlega umorzeniu - powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Przemysław Nowak. Wcześniej, w grudniu 2014 roku warszawskie śledztwo zostało zawieszone z powodu braku pomocy prawnej Watykanu. Powodem zawieszenia postępowania jest tzw. długotrwała przeszkoda procesowa w postaci braku realizacji wniosku o udzielenie pomocy prawnej w tej sprawie przez organa ścigania Watykanu. Nie uzyskaliśmy ani odpowiedzi na nasze wezwanie, ani informacji, kiedy odpowiedź może zostać udzielana. Dlatego musieliśmy zawiesić nasze śledztwo - wyjaśniał wtedy Nowak.

Jeszcze wcześniej polska prokuratura informowała, że nie posiada materiału dowodowego, który pozwalałby na rozważenie kwestii ewentualnego postawienia zarzutów arcybiskupowi. Watykan odmawiał wydania polskim prokuratorom materiałów dotyczących śledztwa przeciw Wesołowskiemu, a Dominikana informowała, że materiały w sprawie nuncjusza przesłała w całości, oryginale i w jedynej kopii do Watykanu, jednocześnie zrzekając się ścigania.

Watykańskie biuro prasowe informowało, że były nuncjusz na Dominikanie i były arcybiskup będzie przechodził dalszą kurację w domu penitencjarzy za Spiżową Bramą, gdzie mieszkał od blisko roku. Józef Wesołowski trafił tam we wrześniu 2014 roku, gdy umieszczono go w areszcie domowym w Watykanie na wniosek tamtejszego prokuratora.

Przyczyny śmierci ma wyjaśnić sekcja zwłok

Ciało Wesołowskiego zostało znalezione w piątek o 5 rano. Nie wiadomo co było dokładniej przyczyną śmierci byłego nuncjusza. Watykański prokurator nakazał przeprowadzenie sekcji zwłok, która odbędzie się jeszcze dzisiaj. Jej rezultaty zostaną ogłoszone tak szybko, jak będzie to możliwe - wyjaśnił Watykan.

Zauważa się, że w nocie wydanej przez Watykan Wesołowski został nazwany "Jego Ekscelencją" i "monsignore", co odnosi się do jego godności arcybiskupa. We wcześniejszych komunikatach był wymieniany jedynie z imienia i nazwiska, w związku z decyzją sądu kanonicznego przy Kongregacji Nauki Wiary, który wymierzył mu w czerwcu 2014 roku karę wydalenia ze stanu kapłańskiego. Były nuncjusz odwołał się od tego wyroku.

11 lipca rozpoczął się proces Wesołowskiego, oskarżonego o pedofilię oraz gromadzenie materiałów zawierających pornografię dziecięcą. Tuż jednak przed rozpoczęciem procesu były arcybiskup trafił do szpitala na oddział intensywnej terapii. Opuścił go po tygodniu. Mówiło się wtedy nieoficjalnie, że były dostojnik ma problemy ze zdrowiem z powodu nagłego wzrostu ciśnienia, stresu i upału. Pojawiła się też hipoteza, że zażywał leki i pił alkohol.

Józefowi Wesołowskiemu, który został pozbawiony immunitetu dyplomatycznego, a przez sąd kanoniczny pierwszej instancji wykluczony ze stanu duchownego, groziło do 9 lat więzienia.

(az)