Prokuratura w Rybniku oficjalnie wszczęła śledztwo ws. śmierci 3-letniej dziewczynki, którą ojciec na kilka godzin zostawił w samochodzie w czasie upału. Potwierdziły się informacje reportera RMF FM Marcina Buczka: śledztwo dotyczy narażenia dziecka na niebezpieczeństwo i nieumyślnego spowodowania śmierci.

Małe dziecko pozostawione w upalny dzień w zamkniętym samochodzie płacze tylko przez krótki czas. Potem szybko staje się zdezorientowane i nawet nie próbuje wydostać się ze śmiertelnej pułapki. W Stanach Zjednoczonych ruszyła szokująca kampania społeczna. Każdego roku w USA umiera kilkadziesiąt... czytaj więcej

Ważnym dowodem w tej sprawie będą wyniki sekcji zwłok dziecka. Sekcja ma być przeprowadzona jutro i jutro też prokuratura powinna dostać jej wstępne wyniki. To od nich - jak usłyszał w prokuraturze nasz reporter - uzależnione będzie postawienie ojcu zarzutów.

Na razie stan psychiczny 40-letniego mężczyzny nie pozwala na jakikolwiek kontakt z nim. Od wczoraj przebywa on na oddziale zamkniętym szpitala psychiatrycznego, trafił tam zaraz po tragedii.

Pomocy lekarskiej potrzebowała również matka dziewczynki. Jej także nie udało się dotąd przesłuchać.

Świadków tego, co się stało, na razie nie ma, dlatego policja w Rybniku prosi o kontakt wszystkich, którzy między godziną 7 i 15 byli na parkingu przed elektrownią i cokolwiek zauważyli.

Miał zawieźć córkę do przedszkola

40-latek rano zabrał córkę z domu, w drodze do pracy miał zawieźć ją do przedszkola. Nie pojawił się tam, pojechał do firmy. Zaparkował na firmowym parkingu, poszedł do pracy i na cały dzień zapomniał o dziecku.

Dopiero po pracy, gdy wrócił po auto, zorientował się, że jego córka cały dzień spędziła w nagrzanym do granic możliwości samochodzie. W środku mogło być nawet 70 stopni Celsjusza.

Ojciec próbował reanimować nieprzytomną trzylatkę, ale na pomoc było już za późno.

Kiedy zorientował się, że jego córka zmarła, doznał szoku. Były próby rozmowy z ojcem, ale jego tłumaczenia były tak nielogiczne i chaotyczne, że nie udało się wiele ustalić. Tym rozmowom towarzyszyła pewna doza prawdopodobieństwa - tłumaczyła wczoraj Aleksandra Nowara z policji w Rybniku.

Wystarczy 15 minut, by w mózgu dziecka zaszły nieodwracalne zmiany

We wtorek policja w całym kraju miała kilka interwencji ws. dzieci pozostawionych w zamkniętych samochodach. Ludzie pytają mnie, co robić, gdy widzimy dziecko zostawione w samochodzie w czasie upału. Przede wszystkim trzeba zareagować. Nie bójmy się nawet wybić szyby, jeśli trzeba - apelował rzecznik praw dziecka Marek Michalak. To może uratować życie dziecku. Jest to właściwe zachowanie, jeśli ktoś jest na tyle nieodpowiedzialny, że zostawia bezbronnego człowieka wewnątrz samochodu. Przecież tam jest jak w piekarniku - podkreślał.

Ratownik medyczny: Wystarczy kwadrans w nagrzanym aucie, żeby dziecko zmarło

Zamknięcie dziecka w nagrzanym samochodzie jest wyjątkowo groźne. "Już po 10, 15 minutach w takiej temperaturze zachodzą nieodwracalne zmiany w mózgu, które mogą doprowadzić nawet do śmierci" - mówi Adrian Stanisz ze Społecznego Komitetu Ratowników Medycznych. czytaj więcej

Adrian Stanisz ze Społecznego Komitetu Ratowników Medycznych przestrzegał w rozmowie z reporterem RMF FM Maciejem Grzybem, że "kiedy mamy temperaturę po dwadzieścia kilka czy nawet trzydzieści stopni, temperatura w środku w zamkniętym aucie - bez uchylonych szyb, bez włączonej klimatyzacji - wzrasta nawet do 50 stopni Celsjusza. A czasami jeszcze wyżej".

Dziecko ma siłę na płacz przez zaledwie kilka minut, a i tak tego płaczu najprawdopodobniej nikt nie usłyszy. Dziecko najpierw jest osowiałe, (...) potem traci przytomność. W konsekwencji dochodzi do zatrzymania akcji serca - mówił. Pytany, po jakim czasie może dojść do śmierci dziecka, odpowiedział: Tak nagrzany samochód i taka wysoka temperatura to jest kwestia 10 czy 15 minut. U dzieci starszych czy u osób dorosłych ten czas może się wydłużyć, ale przy takich temperaturach to są dosłownie minuty, kiedy mogą zajść nieodwracalne zmiany i nie ma odwrotu - dochodzi do zgonu.