„Nie jestem tak strasznie zajęty własną osobą, żeby próbować rozpętać jakąś burzę, ale namawiają mnie życzliwi ludzie, żeby jednak ukarać tę samowolkę” – mówi w rozmowie z RMF FM Jerzy Zelnik. Znany aktor padł ofiarą prowokacji w programie Jakuba Wojewódzkiego. Zelnik otrzymał telefon - rzekomo od przedstawiciela Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy. W rzeczywistości dzwonił reporter. Nagranie zaprezentowano na antenie jako donos Zelnika na innych aktorów, których należałoby odesłać na emeryturę, pomoc w tworzeniu czarnej listy przeciwników PiS. Aktor twierdzi, że cała rozmowa została zmanipulowana i myślał, że rozmawia na temat reformy emerytalnej.

Jerzy Zelnik /Andrzej Rybczyński /PAP

Paweł Balinowski: Jak wyglądała ta rozmowa? W jakich okolicznościach ona przebiegała?

Jerzy Zelnik: Pytali mnie, jaki jest stosunek środowiska artystycznego, szczególnie aktorskiego, do propozycji prezydenta w sprawie obniżenia wieku emerytalnego. Nazwisko Barcisia i Olka Łukaszewicza padło właśnie w tym kontekście - że Olek Łukaszewicz już 69 lat, to nie jest już zainteresowany za bardzo. A może Barciś - bo on pewno się zbliża. Ma w perspektywie te rozważania na temat przejścia na emeryturę i tak dalej.

Rozmawiał pan z tymi osobami, których nazwiska padły w tym materiale? Z Arturem Barcisiem na przykład?

Oni obaj - i Olek Łukaszewicz, i Barciś - byli nieobecni, więc ja zadzwoniłem. Ostatnio rozmawiałem z Olkiem Łukaszewiczem i on raczej rozmawiał ze mną, że jak mam jakieś problemy dotyczące wieku emerytalnego, to żeby do niego dzwonić, bo on w tym siedzi.

Będą jakieś kroki prawne, bardziej zdecydowane?

Zobaczę. Jeżeli to będzie za dużo mnie kosztować... Ja zbytnio cenię rodzinę, zbyt cenię własne odłożone lektury, jakieś swoje życie zawodowe, żeby tracić czas na takie dobijanie się o swoje dobra osobiste, ale tu chodzi również o to, żeby w Polsce obowiązywały jakieś zasady moralne, żeby nie było takiego makiawelicznego jakiegoś sposobu na politykę. Zobaczymy, zobaczymy... Pożyjemy, zobaczymy.

Oglądał pan wczorajszą debatę Kopacz-Szydło. Z punktu widzenia aktora -  bo debata do też takie aktorstwo - dobre to było aktorstwo?

Cały czas się martwiłem, czy one obie zdążą ścigając się z tymi upływającymi sekundami. Wydaje mi się, że jest coś nadmiernie sportowego w tych debatach, a za mało merytorycznego przez to, bo można dostać zadyszki ścigając się z tymi sekundami. Ja oczekuję od debaty rozmowy między tymi kandydatkami. Może właśnie z wtrącaniem się dziennikarzy - ale raczej żeby to była rozmowa.