Ochroną placówek dyplomatycznych i dyplomatów będzie zajmować się specjalna grupa agentów, która powstaje w Biurze Ochrony Rządu – dowiedział się RMF FM.

Bezpośrednią przyczyną powołania tej specjalnej jednostki był atak na polskiego ambasadora w Bagdadzie. Zginął wtedy jeden z funkcjonariuszy BOR-u, a kilku zostało rannych. Takich miejsc, gdzie borowcy muszą chronić polskich dyplomatów jest coraz więcej, przybywa placówek w miejscach niespokojnych, gdzie zagrożenia są niestandardowe.

To już nie jest tylko Irak czy Afganistan, ale pojawiają się w krajach afrykańskich, w Azji, takie zagrożenia, gdzie muszą sprostać temu odpowiednio przygotowani funkcjonariusze - mówił nam nadzorujący BOR wiceszef MSWiA Adam Rapacki. Takim miejscem jest np. polska ambasada w Kenii, gdzie ostatnio dochodziło do konfliktów.

Za mało magazynków na amunicje, brak granatów, przeterminowane apteczki. Funkcjonariusze BOR chroniący dyplomatów w misjach za granicą narzekają na brak wyposażenia. Ich zdaniem zawodzi logistyka - pisze "Dziennik". czytaj więcej

Ochroniarze będą przede wszystkim inaczej wyszkoleni i lepiej wyposażeni, np. w broń. A z tym do tej pory bywało różnie. W Afganistanie funkcjonariuszom brakowało np. amunicji do karabinów szturmowych i granatników podwieszanych pod lufą karabinu. Na własną prośbę dostali je... ale bez granatów. Na opakowaniu była tylko kartka, że muszą je sobie załatwić sami. Za butelkę żubrówki kupili je więc od Amerykanów.

Ambasady i konsulaty tych ostatnich strzegą wyborowe jednostki piechoty morskiej.