Dopiero w nowym roku szkolnym drożdżówki powrócą do szkolnych sklepików – ustalił reporter RMF FM Romuald Kłosowski. Ministerstwo Zdrowia musi zmienić nie tylko rozporządzenie poprzedników, ale stworzyć do tego specjalną ustawę.

Drożdżówki [zdj. ilustracyjne] /PAP/Tomasz Waszczuk /PAP

Powrót drożdżówek i słodyczy do szkół? Zweryfikuję to postanowienie, trochę pisane na kolanach! - mówiła w listopadzie w Kontrwywiadzie RMF FM Minister Edukacji Narodowej, Anna Zalewska. Korektę zapowiadała również jej poprzedniczka - Joanna Kluzik-Rostkowska. Czas wrócić do zdrowego rozsądku - mówiła. Zmiana rozporządzenia okazała się jednak niełatwa do wprowadzenia. Do tej pory w szkolnych sklepikach brakuje drożdżówek, a w wielu szkolnych stołówkach jak ognia unika się dań solonych i słodzonych. Z niektórych placówek zniknęły też automaty z kawą i napojami gazowanymi.

Za rozporządzenie ws. Jedzenia w szkołach odpowiada Ministerstwo Zdrowia, bo to ten resort wprowadził ograniczenia. Nowy, zdrowy wypiek nazwano już Radziwiłłówką. Minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł zlecił przygotowanie zmian Głównemu Inspektoratowi Sanitarnemu. 

Gdy o rozporządzenie pytamy w GIS-ie, na twarzy wicedyrektora Grzegorza Hudzika pojawia się uśmiech. Ta drożdżówka pojawia się na sztandarach zmian w szkołach. Nam nie zależy na samej słodkiej bułce, ale zdrowym stylu odżywania - przekonuje i powołuje się na ostatni raport Światowej Organizacji Zdrowia. W dokumencie z końca stycznia wyliczono, że na całym świecie są 42 miliony dzieci z nadwagą lub już z otyłością. Według prognoz WHO - ta liczba do 2025 roku ma się zwiększyć nawet do 80 milionów dzieci. Jeżeli nie zrobimy nic w kwestii jakości i sposobu żywienia dzieci - będziemy mieć populację młodych z nadwagą, a to choroby dieto-zależne - uzupełnia Hudzik.

Mimo znacznego wyśrubowania obecnych przepisów nie uważam, by były z gruntu złe. Nasze propozycje to tylko liberalizacja , większe zrozumienie dla tych, którzy będą za to odpowiadać: dla pań kucharek czy dietetyczek. Będą mogły zastosować je wprost, w sposób czytelny dla wszystkich - przekonuje wiceszef GIS-u. Poprzednie rozporządzenie, to które teraz obowiązuje - było źle interpretowane. Nie było tam na przykład mowy o całkowitej eliminacji soli - dodaje Hudziak i zapewnia, że kolejne rozporządzenie rozwieje te wątpliwości.

"Jeden obiad w szkole czy jedna wizyta w sklepiku nie załatwi kwestii właściwego sposobu żywienia"

Odkręcanie obecnego rozporządzenia trzeba zacząć od ustawy - wyjaśnia Minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł i zapewnia, że zarówno wstępny projekt ustawy, jak i projekt nowego rozporządzenia są już gotowe. Dodaje jednak, że pospiech w tej sprawie już wcześniej okazał się być złym doradcą. Jeden obiad w szkole czy jedna wizyta w sklepiku nie załatwi kwestii właściwego sposobu żywienia. Słodycze niech będą, ale w rozsądnych ilościach. Chodzi o to, by młody konsument sam dokonał dobrego wyboru - mówi Radziwiłł. Pomocne mają być już istniejące pomoce dydaktyczne o dietetyce, które przygotował Instytut Żywności i Żywienia Człowieka. Ale zarówno w Ministerstwie Zdrowia, jak i w Głównym Inspektoracie Sanitarnym usłyszeliśmy, że skutkiem teraz obowiązującego rozporządzenia jest niechęć uczniów do korzystania ze szkolnych stołówek.  

Nowe rozporządzenie będzie się różnić jedynie w proporcjach różnych produktów. Usuwamy to, co ewidentnie jest niezdrowe dla rozwoju młodego człowieka zdradza Hudziak. Nadal będziemy eliminować z obrotu sklepikowego wszystkie wysoko solone i wysoko słodzone produkty, żeby przyzwyczajać młodzież do innych smaków. Niekoniecznie muszą to być czipsy czy bardzo słodkie przekąski - dodaje.  Wskazane wartości ramowe mają być niewygórowane. To na przykład nie więcej niż 5 gramów soli w jednym produkcie. 5 gramów soli to odpowiednik łyżeczki soli. Usuwamy tylko skrajności - kończy Hudziak.

Wiadomo, że do szkół nie wrócą tylko bardzo słodzone lub bardzo solone produkty, takie jak napoje gazowane czy chipsy. Nowe przepisy mają być gotowe za około kwartał. Drugie tyle ma zająć ich uchwalanie.

(mn)