Jest śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania katastrofy jachtu Down North, który w sobotę zatonął na północ od Świnoujścia. W wypadku zginął 53-letni niepełnosprawny podróżnik. Policja zakończyła już przesłuchania członków załogi szkunera a prokurator zlecił sekcję zwłok mężczyzny.

W Zatoce Pomorskiej, 20 mil morskich na północny zachód od Świnoujścia, zatonął szkuner z polską załogą. Rozbitków podjął z morza niemiecki kuter. Uratowało się 11 osób, jedna osoba zginęła. Na razie nie wiadomo, dlaczego doszło do wypadku. W sobotni wieczór warunki na morzu nie były trudne. czytaj więcej

Prawdopodobnie podczas ewakuacji z pokładu podróżnik dostał zawału serca. Pozostałym 11 członkom załogi nic się nie stało. Wszyscy opuścili już szpitale.

Zebrane przez policję materiały ws. wydarzeń na Down North są w drodze do Prokuratury Rejonowej w Świnoujściu.

Śledczy będą musieli powołać biegłych, którzy będą musieli odpowiedzieć na pytanie, dlaczego przystosowany do podbiegunowych rejsów jacht zatonął już kilka godzin po wyjściu z portu.

Jednostka płynęła na Grenlandię. Pierwszym przystankiem na jej drodze miało być norweskie Oslo.

Załoga szkunera Down North twierdzi, że jacht przewrócił nagły podmuch wiatru. Do zeznań dotarła nasza reporterka Aneta Łuczkowska. Według żeglarzy, po tym nagłym szkwale, ponad 20-metrowa jednostka poszła na dno.

W trakcie śledztwa, trzeba też będzie ustalić, czy wybudowany 21 lat temu szkuner miał wszystkie certyfikaty i czy wyruszając na Grenlandię był sprawny.

Prokuratorzy sprawdzą patenty żeglarskie załogi oraz pogodę w momencie zatonięcia jachtu. Jak usłyszała w prokuraturze rejonowej w Świnoujściu reporterka RMF FM, nawet miesiąc trzeba będzie czekać na protokół z sekcji zwłok ofiary wypadku. Według wstępnej oceny, przyczyną jego śmierci mógł być zawał serca.

(ug)