Od północy trwa cisza wyborcza przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Jutro Polacy wybiorą 50 swoich przedstawicieli, którzy będą reprezentować ich interesy w Brukseli. Stawka jest wysoka, więc kandydaci na europosłów niemal do ostatniej chwili zachęcali do głosowania. Do pójścia do urn nawoływały także samorządy, a rolę wyborczej kiełbasy odegrały na przykład... place zabaw.

Głos Polski musi być słyszalny w Europie - podkreślił prezydent Lech Kaczyński, apelując w telewizyjnym orędziu o udział Polaków w niedzielnych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Wezwał też, by oddać swój głos na patriotów. czytaj więcej

Nietypową metodę na podwyższenie wyborczej frekwencji znalazły władze województwa kujawsko-pomorskiego. Obiecały, że w tych miejscowościach regionu, w których do urn pójdzie najwięcej osób, powstaną kompleksowo wyposażone place zabaw o wartości 30 tysięcy złotych każdy. Przewidziano także nagrodę dodatkową. Miasta: Bydgoszcz, Toruń, Grudziądz, Inowrocław i Włocławek mają szansę stać się gospodarzem przyszłorocznych wojewódzkich obchodów Dnia Europy.

Czy place zabaw skuteczniej zachęcą Polaków do wizyty w punktach wyborczych, niż przez ostatnie tygodnie robili to politycy? Reporterka RMF FM Kamila Biedrzycka podsumowuje, jak kandydaci na europosłów prezentowali się w kampanii i co wzbudzało największe dyskusje. Posłuchaj relacji:

Podczas ciszy wyborczej nie można m.in. zwoływać zgromadzeń, organizować pochodów, manifestacji, wygłaszać przemówień, które bezpośrednio wiązałyby się z wyborami. Zabronione jest także rozdawanie plakatów, ulotek wzywających do głosowania na konkretne listy, czy kandydatów, a także takich, w których wskazuje się osoby, na które nie powinno się głosować.

Zgodnie z ordynacją w czasie ciszy wyborczej zabroniona jest agitacja w lokalach wyborczych oraz na terenie budynków, w których te lokale się znajdują.

Nie można także podawać do wiadomości publicznej wyników przedwyborczych sondaży dotyczących przewidywanych zachowań wyborczych i wyników wyborów.

Również internet traktowany jest jak prasa, a zatem w czasie ciszy wyborczej nie mogą ukazywać się tam nowe materiały agitacyjne. Dotyczy to zarówno portali prasowych, społecznościowych oraz stron prywatnych. Zakazem publikacji objęte są także "przecieki" wyników i sondaże wyborcze z innych krajów Unii Europejskiej.

Wybory do PE odbywają się w 27 państwach Unii w dniach 4-7 czerwca. Najpóźniej głosowanie zakończy się w Polsce - bo o godz. 22 w niedzielę.

Państwowa Komisja Wyborcza podkreśla, że kraje, w których głosowanie zakończy się wcześniej, mają obowiązek czekać z ogłoszeniem wyników, aż zakończą wybory w Polsce.

Zgodnie z prawem ten, kto w czasie ciszy wyborczej poda wyniki przedwyborczych sondaży, podlega karze grzywny od 500 tys. do 1 mln zł. Grzywna grozi także za prowadzenie agitacji w czasie ciszy wyborczej.

Wyborcze kalkulacje

Dopóki nie poznamy wyników niedzielnego głosowania, nie będziemy wiedzieć, ilu reprezentantów poszczególnych regionów znajdzie się w Parlamencie Europejskim. Zadecyduje o tym liczba uprawnionych do głosowania, ale i frekwencja. Tam, gdzie więcej osób pójdzie do urn, tam więcej kandydatów może zdobyć mandat do europarlamentu. W wyborach do Sejmu wiadomo, że z Warszawy wybieramy 19 posłów, z Krakowa 13, z Poznania 10. Teraz regiony mogą sobie te mandaty odebrać. W teorii mogłoby się zdarzyć, że można nie uzyskać mandatu. Np. w jakimś okręgu była tak marna frekwencja, a w innych większa, to może się zdarzyć, że nie będzie tego mandatu.

Ordynacja jest tak skomplikowana i tak mało logiczna, że nie zawsze tam, gdzie komitet wyborczy zdobędzie więcej głosów, tam też ugra najwięcej mandatów. Te są dzielone na poziomie krajowym. Z symulacji wynika na przykład, że Platforma za 56 procent głosów w Gdańsku może zdobyć 2 mandaty. Tyle samo w Krakowie za poparcie 36 procent. PiS może zebrać w Warszawie 2 mandaty za 30 procent głosów, ale na Mazowszu zdobywając 10 procent więcej - tylko 1 mandat.

Okrojone komisje wyborcze w Krakowie

Co trzecia obwodowa komisja wyborcza w Krakowie pracować będzie w niedzielę w minimalnym składzie. W aż 150 komisjach zasiądzie tylko po siedem osób.

W ostatniej chwili trzeba było "na szybko" kompletować skład 25 komisji, bowiem ich członkowie zrezygnowali z pracy. Czym wytłumaczyć tak małe zainteresowanie pracą, za którą można dostać 135 złotych? Jak donosi reporter RMF FM Maciej Grzyb, jednym z powodów jest malejąca liczba młodych ludzi, chętnych do zasiadania w komisjach. Z tego powodu po raz pierwszy zrezygnowano w tym roku z losowania. Po drugie, eurowybory elektryzują przede wszystkim polityków, obywateli - jakby mniej... Posłuchaj relacji: