Mężczyźni, którzy w 2016 roku próbowali sprzedać mediom zdjęcia ciała Ewy Tylman wyłowionego z rzeki po wielu miesiącach poszukiwań, nie odpowiedzą za to przed sądem. Prokuratura uznała, że nie doszło do złamania prawa.

Służby na miejscu odnalezienia ciała Ewy Tylman / Jakub Kaczmarczyk /PAP

Ewa Tylman zaginęła w Poznaniu w listopadzie 2015 roku. W lipcu 2016 roku z Warty wyłowiono jej ciało. Zwłoki w wodzie wypatrzył mężczyzna, który nie tylko powiadomił policję, ale też zrobił ciału zdjęcia. Następnie wysłał je znajomym, próbował też zainteresować fotografiami media. Do próby sprzedaży zdjęć mediom miał go zachęcać pracodawca.

"Gazeta Wyborcza" podała, że choć mężczyźni mieli odpowiedzieć za utrudnianie śledztwa, ostatecznie prokuratura wycofała zarzuty.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Magdalena Mazur Prus powiedziała PAP, że śledczy po zbadaniu sprawy ustalili, iż nie doszło do popełnienia przestępstwa. Te osoby nie dysponowały materiałem pochodzącym z postępowania. Wykazały zamiar sprzedania czy też przekazania zdjęć mediom, ale to nie doszło do skutku - wyjaśniła.

Tuż po znalezieniu zwłok Tylman policja informowała, że udało się zabezpieczyć wszystkie zdjęcia, które robiły ciału niepowołane osoby. Były to też zdjęcia wykonane przez pracowników firmy, która transportowała zwłoki kobiety do zakładu medycyny sądowej.

Po przywiezieniu zwłok do Zakładu Medycyny Sądowej, jeden z mężczyzn otworzył worek z ciałem, następnie obaj zaczęli je fotografować - jeden z nich miał też zrobić sobie z ciałem tzw. selfie. Zachowanie obu pracowników zarejestrował monitoring. We wrześniu ub. roku sąd wymierzył pracownikom firmy transportującej zwłoki kary po 10 tys. zł. 26-letni Robert K. i 51-letni Mariusz P. przyznali się do winy.

Trwa proces Adama Z.


Przed Sądem Okręgowym w Poznaniu trwa proces Adama Z., oskarżonego o zabójstwo Tylman. Według prokuratury, 23 listopada 2015 r. Adam Z., przewidując możliwość pozbawienia życia koleżanki, zepchnął ją ze skarpy, a potem nieprzytomną wrzucił do wody. Za zabójstwo z zamiarem ewentualnym mężczyźnie grozi kara do 25 lat więzienia lub dożywocie.

Przed rokiem sąd uprzedził strony o możliwości zmiany kwalifikacji czynu na nieudzielenie pomocy - za ten czyn grozi kara do 3 lat więzienia. Od tego czasu Adam Z. pozostaje na wolności. 

(mn)