„Pomimo błyskawicznej reakcji lekarzy nie udało się pokonać praw natury” – tak nagłą śmierć jednej z najdroższych klaczy tłumaczyli prezesi stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie. Marek Trela, Jerzy Białobok i inspektor hodowli koni Anna Stojanowska, w poniedziałek odnieśli się oficjalnie do zarzutów ministra rolnictwa i Agencji Nieruchomości Rolnych, uzasadniających ich odwołanie ze stanowisk. Twierdzą, że są one bezpodstawne i nie wykluczają pozwu w tej sprawie.

Były prezes stadniny Michałów Jerzy Białobok /Piotr Polak /PAP

Poniedziałkowa konferencja prasowa odbyła się z inicjatywy prezesów i specjalisty ANR ds. hodowli czystej krwi arabskiej.  Trela, Białobok i Stojanowska obszernie odnieśli się do zarzutów resortu rolnictwa i agencji.

Dotyczą one braku zabezpieczenia interesów Polski w umowach dzierżawy koni oraz pobierania przez zagranicznych kontrahentów większej ilości zarodów od klaczy, niż było to w umowie. 

ANR uzasadniała też odwołanie dotychczasowych prezesów i inspektor "brakiem odpowiedniego nadzoru hodowlano-weterynaryjnego nad końmi arabskimi czystej krwi w przypadku Janowa Podlaskiego". Chodzi m.in. o dopuszczenie do zgonu wycenionej przez Agencję na 3 mln euro, klaczy Pianissima.

Odwołani prezesi i inspektor hodowli koni przyznają, że zarzuty pod ich adresem "są bezzasadne".

Trela: Choroba klaczy była niespodziewana

Jak wyjaśnił dziennikarzom Trela, choroba klaczy była niespodziewana. Jeszcze dzień wcześniej brała ona udział w jesiennym pokazie hodowlanym. Od chwili pojawienia się objawów, do momentu, gdy znalazła się w Warszawie na stole operacyjnym, minęły 4 godziny. Podczas operacji okazało się, że klacz ma skręt okrężnicy i jest już nie do uratowania, trzeba było ją uśpić. Jak mówił lekarz weterynarii Bernard Turek, kierownik zakładu dużych zwierząt SGGW, takiej choroby nie można przewidzieć. Przewód pokarmowy konia jest skomplikowany, jest to 30 metrów jelit i jeżeli zdarzy się kolka, to często konia nie da się uratować. Dodał, że czasem jest to możliwe, ale gdy operacja przeprowadzona jest w ciągu godziny od wystąpienia objawów.

Trela podkreślił, że przeprowadzenie takiej operacji na miejscu w stadninie było niemożliwe. Takich klinik, gdzie można dokonać takiej operacji, jest kilka w Polsce. Zaznaczył, że gdyby podjęto się operacji na miejscu i klacz by zdechła, "to wtedy mógłby się czuć winny".

Odnosząc się do wyceny Pianissimy Stojanowska zaznaczyła, że nie jest ona prawdziwa, choć klacz była najwyższej klasy. Taki koń jest jak dzieło sztuki - dla jednych będzie wart ogromne pieniądze, a dla innych - nie, mówiła. Klacz jest tyle warta, ile zapłaci za nią oferent - tłumaczyła. Dodała, że klacz nie była przeznaczona do sprzedaży, a miała służyć w Polsce do celów hodowlanych.

Zyski wypracowane przez stadniny

Jeżeli chodzi o dzierżawę koni, to jest ona bardzo korzystana dla stadnin - stwierdził Jerzy Białobok. Stadninie w Michałowie przyniosła w ostatnich latach kilka milionów euro. Dzierżawca ma obowiązek wystawiania klaczy na pokazach i czempionatach, co jest najlepszą promocją stadniny - przyznał były prezes. Po okresie dzierżawy klacze wracają do polskiej hodowli. Nie zdarzyło się, żeby zawarte w umowie postanowienia nie były przez wydzierżawiającą spółkę wyegzekwowane - stwierdzili byli prezesi.

Zarządy obu spółek - stadniny w Janowie Podlaskim i Michałowie - przez wszystkie lata działalności otrzymywały absolutorium, przynosiły one zysk - poinformowała Stojanowska, która uczestniczyła w posiedzeniach zgromadzenia wspólników. Szacowany wynik finansowy za 2015 r. w Janowie - to 3,2 mln zł, a w spółce w Michałowie - 2,3 mln zł.

Jerzy Białobok, odnosząc się do zarzutów m.in. ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela o wynajmowanie mieszkania od samego siebie za złotówkę za metr kwadratowy poinformował, że umowę najmu mieszkania zawarł z główną księgową spółki. Jak mówił, takie umowy są prawnie dopuszczalne, a w tej konkretnej sprawie była to jedyna możliwość. Wysokość czynszu wynosi 785 zł miesięcznie. Natomiast Trela na 82-metrowe mieszkania płaci 700 zł miesięcznie.

Okoliczności odwołania

Prezesi zostali zdymisjonowali przez prezesa ANR Waldemara Humięckiego 19 lutego. Początkowo Agencja nie podała uzasadnienia tej decyzji, pojawiła się ona po kilku dniach, a głównym powodem była "utrata zaufania". Odwołanie szefów stadnin spotkało się z oburzeniem środowiska w kraju i zagranicą, wiele krytycznych głosów padło ze strony polityków opozycji i mediów.

Od tygodnia janowską stadniną kieruje Marek Skomorowski, w przeszłości m.in. zastępca dyrektora lubelskiego oddziału ARiMR, z wykształcenia ekonomista. P.o. prezesa w Stadninie Koni Michałów została Anna Durmała, która jest zootechnikiem.

Szef resortu rolnictwa pytany podczas ubiegłotygodniowej konferencji prasowej o powody zwolnienia prezesów odesłał dziennikarzy do komunikatu ANR. Gwarantuję, że w najbliższym czasie sprawy te zostaną uregulowane, niezbędne decyzje zostaną podjęte, jeżeli chodzi o nadzór i gwarantuję, że w ciągu 2-3 lat jakość funkcjonowania stadnin się poprawi - powiedział Jurgiel.


(dp)