​Kilkugodzinne blokowanie mównicy w sali sejmowej, obrady w sali kolumnowej i demonstracje przed Sejmem. Piątkowy wieczór zapisał się w historii polskiego parlamentu. Dziennikarze nie mogli uczestniczyć w posiedzeniu, a posłowie opozycji nie mogli uwierzyć w to, że po korytarzach gmachu sejmowego chodzą funkcjonariusze policji. Przed budynkiem kilka tysięcy osób blokowało wyjazdu posłów. O rozejście się apelowała policja. Demonstracje odbyły się także w innych miastach. W niedzielę na godzinę 12 zaplanowano kolejny protest. Odbędzie się przed Pałacem Prezydenckim.

Demonstracje przed Sejmem /PAP/Bartłomiej Zborowski /PAP

Z piątkowych wydarzeń w Sejmie prowadziliśmy dla Was relację "minuta po minucie". Zobacz, co się działo!

Tysiące ludzi protestowało przed Sejmem. W środku dyżury pełnią posłowie opozycji

Posłowie opozycji przez kilka godzin blokowali w piątek sejmową mównicę. Był to protest po wykluczeniu z obrad przez marszałka posła, który na mównicy sejmowej umieścił kartkę z hasłem: "Wolne media w Sejmie". Obrady przeniesiono do Sali Kolumnowej, w której Sejm uchwalił przyszłoroczny... czytaj więcej

Zamieszanie w Sejmie rozpoczęło po godzinie 15. Podczas obrad wielu posłów opozycji swoje wystąpienia rozpoczynało od haseł "wolne media", wzmianek o planowanych zmianach w przepisach dotyczących obecności dziennikarzy w parlamencie.

Wtedy to Marek Kuchciński wykluczył z obrad posła PO Michała Szczerbę, który na mównicy sejmowej umieścił kartkę z hasłem: "Wolne media w Sejmie". Chwilę później marszałek ogłosił przerwę.

W czasie jej trwania posłowie opozycji zaczęli blokować mównicę sejmową i skandować takie hasła jak "demokracja" oraz "wolne media". Odśpiewali hymn Polski.

Mimo protestu marszałek Kuchciński dalej prowadził obrady, w międzyczasie zarządzając przerwy i kilka razy wychodząc z sali sejmowej. Aby rozwiązać ten niespotykany od lat kryzys sejmowy miał być zwołany Konwent Seniorów. Ostatecznie do tego nie doszło.

Po godz. 20. posłowie PiS i członkowie rządu opuścili salę obrad Sejmu i przeszli do Sali Kolumnowej, gdzie miało się odbyć posiedzenie klubu PiS.

Półtorej godziny później rozpoczęto głosowania. Informację o tym, że posiedzenie Sejmu zostało przeniesione do Sali Kolumnowej, Kancelaria Sejmu wysłała posłom SMS-em kilka minut przed jego rozpoczęciem.

Wcześniej Marszałek dał posłom opozycji blokującym sejmową mównicę na sali plenarnej 10 minut na zdyscyplinowanie się, mówiąc, że może wykorzystać nawet środki przymusu.

Ilu było posłów na posiedzeniu?

Podczas obrad przyjęto miedzy innymi budżet na 2017 rok oraz ustawę dezubekizacyjną. Nie wiadomo, ilu posłów było obecnych na Sali Kolumnowej. Głosowanie odbywało się poprzez podniesienie ręki. Zliczali je posłowe-sekretarze PiS. Opozycja jest zdania, że głosowanie w takiej formie było nielegalne oraz, że nie było kworum, by przeprowadzić prawidłowo głosowanie. Posłowie PiS twierdzą, że głosy można udokumentować.

Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, powiedział dziennikarzom, że podczas głosowania w Sali Kolumnowej było kworum i budżet został przyjęty legalnie. Posiedzenie Sejmu było legalne, było kworum - stwierdził.

Proszę pokazać dowody, wszystko odbyło się zgodnie z prawem - przekonywali posłowie PiS. Były kamery i nie ma wątpliwości, że było kworum - powiedział Mariusz Kamiński. Opozycja wskazuje, ze były podczas liczenia głosów, liczone ręce osób robiących zdjęcia. Nonsens - odpowiedział Kamiński. Opozycja kolejny raz się skompromitowała - dodał.

W Sejmie nie powinny dziać się takie rzeczy jak blokowanie mównicy. Jesteśmy w końcu w poważnym miejscu i powinniśmy zachować powagę - powiedział wicepremier, minister finansów i rozwoju Mateusz Morawiecki.

Według wiceszefa MSWiA Jarosława Zielińskiego awantura w Sejmie została wywołana, żeby zablokować ustawę dezubekizacyjną. Sala sejmowa została zablokowana przez rozszalałą w obronie przywilejów SB-ckich opozycję - powiedział Zieliński.

To był jeden wielki chaos - powiedział Grzegorz Schetyna z PO. Jego zdaniem marszałek Kuchciński "mógł się wycofać z tej pochopnej decyzji" - tak skomentował decyzję marszałka o wykluczeniu z obrad Sejmu posła PO Michała Szczerby.

PO, Nowoczesna i PSL żądają od marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego zwołania na 20 grudnia posiedzenia Sejmu. Pismo z takim wnioskiem liderzy ugrupowań wystosowali do marszałka Sejmu.

My, posłowie klubów parlamentarnych, w związku z kryzysem konstytucyjnym, wywołanym przez marszałka Sejmu i większość parlamentarną, uznając za nielegalne obrady w Sali Kolumnowej żądamy zgodnego z regulaminem Sejmu i konstytucją posiedzenia Sejmu w dniu 20 grudnia 2016 r.- mówił Ryszard Petru, odczytując treść pisma do Marka Kuchcińskiego.

W obronie Kuchcińskiego stanęła Kancelaria Sejmu RP. "Marszałek Sejmu ma prawo do zwołania posiedzenia Sejmu poza Salą Posiedzeń" - podano na Twitterze.

Przed Sejmem zebrał się tłum ludzi, którzy nie chcieli wypuścić posłów z Sejmu. "Wolność, równość, demokracja!" - skandowali. 

"Policja ostrzega przed użyciem środków przymusu bezpośredniego" - poinformowała protestujących policja. "Wzywa się do opuszczenia miejsca zgromadzenia osoby postronne: posłów, senatorów oraz inne osoby posiadające immunitet" - brzmiał komunikat policji. W chwili, gdy Sejm opuszczali prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński oraz premier Beata Szydło, policjanci użyli gazu łzawiącego wobec osób, które zaatakowały samochody wiozące polityków.

Sejm przyjął budżet na 2017 rok

Sejm w piątek wieczorem w sali kolumnowej uchwalił przyszłoroczny budżet z maksymalnym dopuszczalnym deficytem w wysokości 59,3 mld zł. Wcześniej odrzucono wszystkie poprawki opozycji, a przyjęto wszystkie poprawki PiS.

W głosowaniu nad całością budżetu wzięło udział 236 posłów, za głosowało 234 posłów, przeciw było 2, nikt nie wstrzymał się od głosu.

Zgodnie z ustawą budżetową na przyszły rok dochody budżetu państwa wyniosą ponad 325 mld zł, a wydatki - ponad 384 mld zł; maksymalny poziom deficytu nie przekroczy 59 mld 345 mln 500 tys. zł.

Prawie wszystkie poprawki opozycji - ponad 300 - zblokowano.

Sejm przyjął ustawę dezubekizacyjną

Emerytury i renty ponad 32 tys. byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa PRL nie będą mogły być wyższe niż średnie świadczenia w ZUS - zakłada uchwalona w piątek wieczorem przez Sejm tzw. ustawa dezubekizacyjna.

Wynik głosowania obecni na sali posłowie przyjęli oklaskami i skandowaniem "precz z komuną".

Nowelizacja zmienia ustawę o zaopatrzeniu emerytalnym funkcjonariuszy Policji, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Straży Granicznej, Biura Ochrony Rządu, Państwowej Straży Pożarnej i Służby Więziennej oraz ich rodzin.

W myśl ustawy "za służbę na rzecz totalitarnego państwa" od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r. emerytury i renty sięgną maksymalnie średniego świadczenia w ZUS. Informację o przebiegu służby funkcjonariuszy w okresie PRL ma sprawdzać IPN. Od decyzji obniżającej świadczenia będzie przysługiwało odwołanie do sądu.

W niedzielę na godzinę 12 zaplanowano kolejny protest. Odbędzie się przed Pałacem Prezydenckim.

(łł)