Nawet trzy miesiące muszą czekać przewlekle chorzy na wsparcie psychologiczne w warszawskim Zakładzie Psychoonkologii. Na terapię brakuje pieniędzy. Niewiele ponad 600 tysięcy złotych na ten cel z kontraktu z NFZ właśnie się kończy.

Dziennie do zakładu działającego w ramach Centrum Onkologii w Warszawie zgłasza się 60 osób. Pozostali muszą czekać w długiej kolejce. Większość tych ludzi zgłasza nam, że czekanie miesiąc, dwa, trzy jest czasem którego mogą nie doczekać. Robimy, co możemy. Ja sama przyjeżdżam dużo wcześniej przed pracą, zanim przyjmę planowych pacjentów umawiam się z tymi, którym nie mogę odmówić - mówi RMF FM Mariola Kosowicz szefowa zakładu. Jak zapewnia, mimo braku pieniędzy, zakład nadal będzie działał.

Trwają tymczasem negocjacje między dyrekcją szpitala a NFZ w sprawie dofinansowania działalności Centrum Onkologii. 

Jak szybko chory na raka może liczyć na pomoc? Dane z centrów onkologii

​Najczęściej jeszcze tego samego dnia, kiedy człowiek z podejrzeniem nowotworu trafia do któregoś z centrów onkologii, zostaje przyjęty przez lekarza. Tak przynajmniej zapewniają centra, które odpowiedziały na pytania RMF FM. W naszym raporcie przedstawiamy dane z pięciu ośrodków -... czytaj więcej

Warszawskie Centrum Onkologii czeka na zwrot kilkunastu milionów złotych z Narodowego Funduszu Zdrowia za nadwykonania. Rośnie też liczba nadwykonań za ten rok. Według dyrekcji mogą one sięgnąć nawet 20 milionów złotych.

Do Zakładu Psychoonkologii po wsparcie przychodzą pacjenci przewlekle chorzy, również ci zmagający się z rakiem. Nie mogę doczekać się kolejnych spotkań. Dzięki terapii czerpię radość z każdej chwili. Nauczyłam się cieszyć się każdym dniem. Tym co jest tu i teraz - mówi w rozmowie z reporterką RMF FM pani Maria. Nauczyłam się doceniać to co mam, co jest, a nie co mogłoby być, gdybym nie była chora - dodaje.

Dziś przyszłam tu z wynikiem, który informuje o nawrocie choroby. Nie opowiadałbym o tym tak spokojnie, gdyby nie wcześniejsza terapia. Dzięki niej porządkuję swoje życie - podkreśla.  

Przeczytaj całą rozmowę Moniki Gosławskiej z dr Mariolą Kosowicz kierownik Zakładu Psychoonkologii w Centrum Onkologii w Warszawie

Monika Gosławska: Czy kontrakt z NFZ zawsze był tak niski?

Mariola Kosowicz: W pierwszym roku kontrakt był mniejszy o 100 tysięcy, ale to był początek. Nie wiedzieliśmy, czy będą chętni. Bardzo szybko okazało się, że zainteresowanie jest bardzo duże. W następnych roku dostaliśmy już ponad 600 tysięcy. Nadal jest to kontrakt niewystarczający, by wszystkim pacjentom sfinansować opiekę psychologiczną i psychiatryczną.

Kontrolka się włączyła?

Pieniędzy powinno wystarczyć do końca września. Ale nie przerwiemy pracy. Decyzją dyrekcji Centrum Onkologii będziemy pracować dalej. Nie możemy jednak zwiększyć liczby przyjmowanych pacjentów. Nie chcemy też zmniejszać.

Co zatem z pacjentami, którzy czekają nawet trzy miesiące w kolejce na wsparcie psychologiczne lub psychiatryczne?

Niestety, pomimo szczerych chęci, nie damy rady przyjąć więcej pacjentów. Poradnia Psychoonkologii przy Centrum Onkologii jest jedyną poradnią w Polsce, która specjalizuje w pomocy  psychologicznej i psychiatrycznej dla pacjentów z wszystkimi chorobami przewlekłymi, szczególnie z chorobą nowotworową i ich rodzin. Zatrudniamy 12 psychologów i 4 psychiatrów, którzy są w pełni wykorzystani. Dziennie obsługujemy 60 osób. Nierzadko pracujemy charytatywnie po godzinach. Są przypadki, w obliczu których nie możemy odmówić. To są osoby, które nagle znalazły się w kryzysie - które właśnie dowiedziały się, że są chore, którym ktoś zmarł, które potrzebują wsparcia. Ja sama niejednokrotnie przyjeżdżam do pracy wcześniej, by wesprzeć ponadplanowo potrzebujących pacjentów. 

Trzeba mieć dużo siły psychicznej, by tu pracować?

Myślę, że w takim miejscu nie mogą pracować przypadkowi ludzie. Nie jest łatwe mierzyć się codziennie z ludzkim cierpieniem. Dlatego wymagania stawiane osobom pracującym w poradni są bardzo wysokie. Chyba najtrudniej jest nam wszystkim poradzić sobie z sytuacją, kiedy pacjenci, którzy czekają w kolejce, mówią, że nie mają czasu, że mogą nie dożyć tych trzech miesięcy. Nikt z nas nie jest tak silny, aby przejść obok tego obojętnie.

Dlaczego tak dużą wagę przywiązuje się do pomocy psychologicznej?

Pomoc psychologiczna w sytuacji choroby przewlekłej, a szczególnie choroby onkologicznej, ma ogromne znaczenie. Dziś dysponujemy już badaniami naukowymi, które wskazują, że przewlekły kryzys może spowodować nieodwracalne zmiany w naszej psychice. Trzeba pamiętać, że człowiek chory znajduje się w nowej sytuacji. Trzeba mu np. wytłumaczyć, że złość, którą odczuwa, to reakcja na to, że trudno mu ogarnąć stan, w którym się znalazł. Poza tym współczesny pacjent jest mocno stymulowany bodźcami z zewnątrz, chce być aktywny, szybko wrócić do pracy, być w obiegu, źle znosi ograniczenia jakie narzuca choroba. To bardzo poważny problem. Innym równie ważnym problemem są coraz częściej występujące w społeczeństwie problemy natury psychicznej. Odnoszę wrażenie, że dzisiejszy świat, a dokładnie jego problemy przerastają nas wszystkich. W zderzeniu z chorobą przewlekłą weryfikują się wszystkie środki zaradcze pacjenta, odsłania się również prawda o jego dotychczasowym życiu. Niestety nierzadko bardzo bolesna prawda. Dlatego jedni radzą sobie z chorobą lepiej, a inni stają się sami dla siebie zagrożeniem. 

Psychoterapia może wyleczyć.

Pomoc psychologiczna ma różne cele. Każdy człowiek jest inny i każdy potrzebuje czegoś innego. Jednak nadrzędnym celem jest poprawa jakości życia człowieka. Niedawno spotkałam pacjentkę, która powiedziała mi, że ma dobre wyniki, że choroba się cofnęła. Powiedziała, że jest szczęśliwa i dodała, że to też moja zasługa. Mówiła o swojej miłości, wspominając, że chciała się wycofać z tej relacji w chwili diagnozy. Wspominała, ile miała obaw -  szczególnie tych dotyczących dzieci. To było wiele rozmów, wiele łez, a dziś wszystko zakończyło się szczęśliwie. Dzięki takim sytuacjom jeszcze bardziej widzę, że to ma sens. 
 
Monika Gosławska