Fala wezbraniowa na Wiśle, która w niedzielę ma dotrzeć do Sandomierza, może być wyższa niż się spodziewano. "Sytuacja robi się poważna, ale jest pod kontrolą" - poinformował minister administracji i cyfryzacji Rafał Trzaskowski. Od czwartku po intensywnych opadach deszczu straż pożarna interweniowała ponad 5,7 tys. razy w woj. małopolskim, podkarpackim, śląskim, lubelskim i świętokrzyskim. Tylko w sobotę do godz. 19 takich interwencji było ok. 750.

Zalane domy, drogi i pola. Oto skutki trzydniowych opadów

200 policjantów i 100 żołnierzy jedzie do Sandomierza, by wspomóc strażaków podczas przejścia fali wezbraniowej na Wiśle. Jutro wieczorem ma ona uzyskać najwyższy poziom i - jak twierdzi dyrektor Instytutu Meteorologii - będzie ona niższa zaledwie o kilkadziesiąt centymetrów od korony wałów... czytaj więcej

Na Wiśle robi się fala wezbraniowa i teraz to spędza nam sen z powiek. Ta fala ma być większa niż się spodziewaliśmy. Wstępnie modele pokazywały, że Wisła wystąpi z koryta i pójdzie na podwale. Teraz sytuacja robi się poważna, bo ta fala prognozowana jest na 7 metrów - mówił minister w Polsat News. Zaznaczył, że będzie ona jednak mniejsza niż w 2010 r., ale ponieważ wały mają 8 metrów, jest czym się martwić.

Poinformował, że prace prewencyjne rozpoczęły się już we wtorek i wały zostały w Sandomierzu podniesione workami o 40 centymetrów. Teraz czekamy na ostatnie wyliczenia modeli matematycznych - dodał. Jak przyznał, nie można wykluczyć, że woda przez wały się przeleje. Służby biorą pod uwagę wszystkie scenariusze, "ale wszystko wskazuje, że sytuacja będzie poważna, acz pod kontrolą".

Odnosząc się do zarzutów szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który mówił o zaniedbaniach rządu dot. zabezpieczeń przeciwpowodziowych, Trzaskowski przekonywał, że w stosunku do 2010 r. zmiana jest "fundamentalna". Przypomniał, że wybudowanych zostało 760 km wałów, są one całkowicie zmodernizowane. Według ministra dużo lepszy też jest system koordynacji na wypadek zagrożenia. Jak mówił, modele matematyczne pokazują, co się dzieje z wodą i nawet jeżeli się ona przeleje, to wiadomo jak będzie wyglądało rozlewisko, jak ewakuować ludzi, gdzie ich umieścić.  

Oczywiście zawsze można robić coś szybciej i lepiej, ale to kosztuje olbrzymie pieniądze - powiedział. Dodał, że np. naprawienie kilkunastu metrów wału w Sandomierzu kosztowało 22 mln zł. A miliardy złotych zostało wydane na renowacje i robienie wolnych zbiorników retencyjnych.

Ponad 5 tys. interwencji od czwartku

W pięciu województwach na południu kraju w czwartek odnotowano ponad 2,4 tys. interwencji, a w piątek - prawie 2350. W sobotę wieczorem rzecznik prasowy Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej Paweł Frątczak powiedział, że tego dnia do godz. 19 strażacy interweniowali na południu kraju 742 razy, z czego najwięcej w Małopolsce (prawie 490), na Podkarpaciu (ponad 120) i Śląsku (ok. 75).

Średnio w ciągu dnia przy usuwaniu skutków zjawisk pogodowych pracowało na południu kraju ok. 3,5 tys. strażaków.

Działania prowadzone w piątek polegały przede wszystkim na wzmacnianiu oraz podwyższaniu wałów, a także ich patrolowaniu, zabezpieczeniu przed zalaniem budynków, wypompowywaniu wody z zalanych piwnic oraz udrażnianiu przepustów. Rzadziej strażacy usuwali powalone drzewa - mówił w sobotę rano rzecznik strażaków. Jak mówił wieczorem, także w sobotę działania strażaków miały analogiczny charakter.

W piątek najwięcej interwencji miało miejsce w Małopolsce (ponad 870), na Podkarpaciu i na Śląsku.

Według danych z wczesnego popołudnia w tych trzech województwach woda podtopiła w sumie niecałe 1,9 tys. budynków, przy czym udało się ją wypompować z ponad 1,3 tys. Wstępne szacunki wskazują, że ok. 20 budynków zostało uszkodzonych wskutek podmycia.

Jak poinformowało Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, w sobotę rano zanotowano przekroczenie stanu alarmowego na 27 stacjach wodowskazowych w dorzeczu Wisły i na siedmiu stacjach wodowskazowych w dorzeczu Odry. Z kolei do przekroczenia stanu ostrzegawczego doszło na 67 stacjach wodowskazowych w dorzeczu Wisły oraz 13 w dorzeczu Odry.

Z danych IMGW wynika, że sytuacja na rzekach, chociaż poważna, nie jest już bardzo groźna. W niedzielę rano fala wezbraniowa na Wiśle spodziewana jest w Sandomierzu i Tarnobrzegu.

Niebezpieczne rzeki: Utonął 62-letni mężczyzna. Inny trafił do szpitala

Przed południem w miejscowości Gruszka Duża koło Zamościa w województwie lubelskim utonął 62-letni mężczyzna. Jego ciało wyłowili strażacy. Do podobnej sytuacji doszło w miejscowości Bystra w Małopolsce. Tam ok. 30-letni mężczyzna został porwany przez rzekę Bystrzankę i trafił do szpitala. Jego... czytaj więcej

Pierwsza ofiara podtopień

W sobotę w miejscowości Gruszka Duża koło Zamościa (Lubelskie) strażacy wyłowili ok. 60-letniego mężczyznę, który utonął w rwącym nurcie lokalnej rzeki.

W nocy z piątku na sobotę do wsparcia strażaków na Lubelszczyźnie wysłano dwie grupy po 40 słuchaczy Szkoły Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie. Natomiast w piątek dwie grupy strażaków ze sprzętem pojechały z Łódzkiego do Świętokrzyskiego, grupa strażaków z woj. kujawsko-pomorskiego została wysłana na Podkarpacie. Do tego regionu wysłano też z Pomorza dwa pojazdy z dziewięcioma kilometrami zapór przeciwpowodziowych. Ponadto 50 słuchaczy ze szkoły strażaków w Krakowie pojechało działać w okolicach Chrzanowa, a na Lubelszczyznę wysłano grupę strażaków z Podlasia.

Do soboty w województwach małopolskim i śląskim strażacy z powodu lokalnych podtopień ewakuowali ok. 70 osób przy pomocy łodzi i pontonów, przeważającą większość w Małopolsce. Kolejne 70 trzeba było ewakuować w nocy z czwartku na piątek w Ustrzykach Dolnych (Podkarpackie), gdzie doszło do podmycia jednej ze ścian budynku wielorodzinnego i naruszenia jego konstrukcji.

W piątek komendant główny Państwowej Straży Pożarnej gen. brygadier Wiesław Leśniakiewicz wizytował zagrożone tereny na Opolszczyźnie, w Małopolsce i Świętokrzyskiem. 

(mal)