"To potwarz i oszustwo" - tak prezydent Andrzej Duda skomentował w programie Krzysztofa Ziemca w TVP ostatnie doniesienia "Newsweeka". Tygodnik napisał, że Duda przez kilka lat łączył mandat poselski ze stanowiskiem wykładowcy na uczelni w Poznaniu. Przyszły prezydent miał tam latać i nocować, a za podróże i hotele płacić miał Sejm.

Prezydent Andrzej Duda /Jacek Turczyk /PAP

Kijów łagodzi stanowisko w sprawie propozycji Andrzeja Dudy

Ukraina łagodzi dyplomatyczne napięcie na linii Kijów - Warszawa. Wiceszef administracji prezydenta Petra Poroszenki ds. zagranicznych Kostiantyn Jelisiejew zapowiedział, że we wrześniu Polska i Ukraina omówią możliwość przyłączenia naszego kraju do rozmów o uregulowaniu sytuacji na wschodzie... czytaj więcej

To jest potwarz, kolejna, i kolejne oszustwo - powiedział Duda w rozmowie z TVP. Prezydent zapewnił, że w Poznaniu prowadził działalność poselską. Ja się zajmowałem w Poznaniu działalnością poselską. Nie prowadziłem tam zajęć dydaktycznych, nie miałem tam zajęć ze studentami - skomentował Andrzej Duda. Zwrócił uwagę, że w mediach wypowiadali się już ludzie, z którymi jako poseł wówczas się spotykał.

Dopytywany czy to, co napisał tygodnik, nie jest zgodne z prawdą, prezydent potwierdził. Jestem w tym przypadku oczerniany, no ale cóż, mamy kampanię wyborczą i niektórzy na siłę usiłują mnie w tę kampanię wciągnąć w sensie negatywnym - skomentował Duda.

W poniedziałek tygodnik "Newsweek" napisał, że Duda przez kilka lat łączył mandat poselski ze stanowiskiem wykładowcy. Przyszły prezydent miał latać do Poznania i tam nocować, gdy miał zajęcia ze studentami w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji w Nowym Tomyślu, 60 km na zachód od stolicy Wielkopolski. Za przeloty oraz hotele płacić miał Sejm; w latach 2012-2014 w sumie 11 tys. zł - podał tygodnik.

Prezydent, odpowiadając na pytanie o publikację "Newsweeka", przypomniał m.in. incydent z kampanii wyborczej z udziałem redaktora naczelnego tygodnika Tomasza Lisa. Redaktor naczelny oczerniał swego czasu w telewizji moją córkę. Wszystko okazało się fałszem, pomówieniem - powiedział Duda.

Chodzi program "Tomasz Lis. Na żywo" z maja 2015 r. Wówczas - należący do komitetu poparcia prezydenta Bronisława Komorowskiego aktor Tomasz Karolak - mówił, że córka Dudy, Kinga, wpisała na jednym z portali społecznościowych, że tata powiedział, że jak zostanie prezydentem to odda Oscara, którego dostał film "Ida". Wtedy prowadzący program Tomasz Lis sięgnął po notatkę z tym wpisem.

Po programie Karolak oświadczył, że nie wiedział, iż cytat, którego użył, nie pochodził od córki Dudy. Zaznaczył, że przeprasza, bo "uległ manipulacji". Przeprosił również Tomasz Lis.

Premier prowadzi kampanię, a ja polskie sprawy

W rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w TVP prezydent Duda odniósł się również m.in. do apelu premier Ewy Kopacz o zwołanie Rady Gabinetowej oraz Rady Bezpieczeństwa Narodowego w sprawie Ukrainy.

Radę Bezpieczeństwa Narodowego zwołam wtedy, kiedy uznam to za stosowne jako prezydent - oświadczył. Dodał, że oczekuje od instytucji podległych rządowi informacji w sprawie tego, co się dzieje na Ukrainie, aby móc na podstawie tych informacji "podejmować decyzje".

Dopytywany, dlaczego nie spotyka się z samą premier Ewą Kopacz, lecz tylko z wybranymi ministrami, odpowiedział: "pani premier prowadzi kampanię wyborczą, a ja prowadzę polskie sprawy".

Rząd uczestniczy w tej chwili w kampanii wyborczej, ja jestem prezydentem od niedawna, z ugrupowania, które konkuruje dziś z partią rządzącą, widocznie niektórzy politycy, którzy są w rządzie, traktują to jako element kampanii wyborczej. Mogę powiedzieć tyle, że ubolewam nad tym - podsumował prezydent.

(es)