Zmarły wczoraj Marek Edelman, to postać silnie związana z Łodzią. Od ponad 50 lat mieszkał w tym mieście i pracował, jako lekarz. I właśnie w ten sposób zapamiętają go łodzianie oraz personel szpitala imienia Pirogowa, gdzie jeszcze niedawno służył radą i doświadczeniem.

Rozmawiałam z jedną z pielęgniarek oddziału intensywnej opieki medycznej, która współpracowała z Markiem Edelmanem oraz pacjentką szpitala

Młodszy personel szpitala też doskonale zna postać lekarza Edelmana

Kilka słów o postaci

Marek Edelman - lekarz, działacz Bundu, zastępca komendanta Żydowskiej Organizacji Bojowej, po śmierci M. Anielewicza - dowódca powstania w getcie warszawskim (1943), działacz polskiej opozycji w czasach PRL, kawaler Orderu Orła Białego (1998), odznaczony Medalem Św. Jerzego, doktor honoris causa Uniwersytetu w Yale i Universite Libre w Brukseli.

Urodził się w 1921 roku w Homlu na Białorusi (lub według innych źródeł w 1922 roku). Zmarł 2 października 2009 roku w Warszawie, w swoim mieszkaniu. Zasnął.

Krótko po jego urodzeniu, rodzice przenieśli się do Warszawy. Szybko zmarł jego ojciec, matka zaś, gdy miał 13 lat. Była aktywistką Bundu, żydowskiej socjalistycznej partii robotniczej, środowiska, które ukształtowało Edelmana jako obywatela. Gdy wybuchła wojna Bund nadal działał, w getcie warszawskim organizował m.in. zajęcia dla dzieci, szkoły, teatr. Zdaniem Edelmana, to właśnie z tej pracy narodził się żydowski ruch oporu. W 1942 roku Edelman był jednym z twórców Żydowskiej Organizacji Bojowej skupiającej młodzież żydowską, która zdecydowała się przeciwstawić Niemcom. Po śmierci M. Anielewicza był jednym z przywódców powstania w warszawskim getcie (1943). Przeżył powstanie jako jeden z nielicznych, udało mu się przedostać kanałami wraz z garstką bojowników na „aryjską stronę”. Ukrywał się dzięki pomocy podziemnych działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), walczył w Powstaniu Warszawskim (1944). „Ludzkość umówiła się, że umieranie z bronią jest piękniejsze niż bez broni. Więc podporządkowaliśmy się tej umowie” - mówił Hannie Krall w książce „Zdążyć przed Panem Bogiem”.

W 1946 roku Marek Edelman zamieszkał w Łodzi, skończył studia medyczne, ożenił się, tu urodziły się jego dzieci, został specjalistą kardiologiem, związanym ze szpitalem im. Pirogowa. Po zakończeniu wojny działał także w reaktywowanym Bundzie występując w 1948 przeciwko samolikwidacji partii. Ze szpitala im. S. Sterlinga został zwolniony w 1966 roku, ze szpitala wojskowego wyrzucono go dwa lata później, w 1968 roku z powodów politycznych nie przyjęto jego pracy habilitacyjnej. Z Łodzi nie wyjechał nawet wtedy, gdy po 1968 roku i antysemickiej nagonce jego żona i dzieci opuściły Polskę. Pytany dlaczego zdecydował się pozostać w Polsce, zazwyczaj stwierdzał wymijająco, że to głupie pytanie. Jednak na spotkaniach autorskich młodym ludziom odpowiadał inaczej: „Ktoś przecież musiał zostać z tymi wszystkimi, którzy tu zginęli”.

W 1971 roku wprowadził w Polsce rewolucyjną metodę leczenia schorzeń sercowych, polegającą na połączeniu krążenia żylnego z tętniczym. Dzięki niej uratowano wielu ludzi, którzy bez takiej operacji nie przeżyliby zawału.

W połowie lat 70-tych związał się z opozycją demokratyczną. W 1976-80 działał w Komitecie Obrony Robotników (KOR), następnie w Niezależnym Samorządnym Związku Zawodowym (NSZZ) „Solidarność”. W grudniu 1981 roku został internowany. Wypuszczono go po paru dniach więzienia, po interwencji intelektualistów z Zachodu. Do 1989 roku uczestniczył w podziemnym ruchu solidarnościowym, brał też udział w obradach Okrągłego Stołu. W latach 1989-93 był posłem na Sejm.

Kiedy 17 kwietnia 1998 r. z rąk prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego Marek Edelman odbierał najwyższe polskie odznaczenie - Order Orła Białego, powiedział: „Order ten jest przypomnieniem 3 mln Żydów, którzy zginęli w Polsce, 350 tys. Warszawiaków... Jest przypomnieniem tych ludzi, którzy zginęli niepotrzebnie. Jest to order dla ziemi polskiej, osieroconej z trzech milionów obywateli. Obywateli, którzy wznosili w życie krasę kultury żydowskiej, która tak się splatała przez wieki z literaturą, kulturą i obyczajem polskim. To wszystko minęło i dzisiaj trzeba o tym pamiętać”.

Od ponad 50 lat Marek Edelman był związany z Łodzią i w 1999 roku został łodzianinem roku.

Pytany o to, co jest najważniejsze w życiu odpowiedział: „w zasadzie najważniejsze jest samo życie. A jak już jest życie, to najważniejsza jest wolność. A potem oddaje się życie za wolność. I już nie wiadomo, co jest najważniejsze”.