Tomasz Cichoń ma do sprawy obecnie duży dystans, bo gra... w klubie w RPA. W pierwszej połowie tego roku miał być jednak jednym z trzech piłkarzy VfL Osnabrueck, którzy przyjęli pieniądze za odpowiednio wysokie dwie przegrane w drugiej lidze niemieckiej. Na medialne doniesienia Cichoń zareagował stanowczym "To insynuacje". Mecze Osnabrueck są jednak pod lupą śledczych. Dla klubu to tym bardziej ważna sprawa, że VfL spadł tego lata do trzeciej ligi. Najlepszy okres gry Tomasza Cichonia to ponad sto spotkań w FC Koeln. Jego wątek to tylko jeden z tropów w sprawie dwustu ustawionych meczów w Europie.

Kilka dni po aresztowaniach w Niemczech i Austrii wiadomo już trochę więcej o tym jak działała szajka:

15 tysięcy euro dla piłkarzy ze szwajcarskiego Thun by przegrali co najmniej czterema bramkami drugoligowy mecz z Yvordon. Wynik 5:1 i gang zgarnia 60 tysięcy euro u bukmacherów. Z kolei Gossau ma przegrać z Locarno co najmniej dwoma bramkami. Za 20 tysięcy euro piłkarze dają z siebie wszystko i przegrywają czterema. Zysk szajki z zakładów – 150 tysięcy.

Ale nie wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku – w Chorwacji NK Zadar ma przegrać wysoko z Hajdukiem Split. Bardziej rozpoznawalne kluby, stawka wyższa – 30 tysięcy euro do podziału. Za kolejne siedemdziesiąt tysięcy grupa obstawia u bukmacherów, ale przekombinowuje – piłkarze Zadaru zagrali jak trzeba i polegli 0:3, ale gang uznał, że, by wygrać więcej, obstawi też uczciwe mecze, gdzie silni mieli pokonać słabych. Tamci słabi, nieprzekupieni, mieli jednak akurat dobry dzień i 100 tysięcy euro przepadło.

Kto zarabiał? W piątek policja zatrzymała 17 osób, kolejnych 200 w kręgu podejrzeń. Około dwustu wątpliwych meczów - nawet w Lidze Mistrzów i Lidze Europejskiej. To efekt śledztwa prowadzonego przez prokuraturę w Bochum, przy pomocy prokuratorów i policjantów z Austrii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii i oczywiście Niemiec. Do wpływania na wyniki meczów miało dochodzić w 9 krajach.

Śledczy pracują nad grupą od początku roku. Jej uczestnicy mieli za łapówki wpływać na wyniki meczów i dzięki temu zarabiać u bukmacherów. Od lipca o sprawie wie też UEFA, dlatego jej przedstawiciel był na konferencji w Bochum, gdzie zostały podane szczegóły śledztwa i czwartkowej akcji aresztowań i przeszukań.

Posłuchaj mojej rozmowy z Mają Dutkiewicz i Michałem Kowalewskim w Faktach w piątek o godz. 15 - tuż po konferencji w Bochum:

To lista podejrzanych meczów według śledczych:

- 32 spotkania w Niemczech; w tym 4 w drugiej i 3 w trzeciej lidze; ale grupa ustawiała nawet okręgówkę

- 29 spotkań w 1. lidze tureckiej

- 15 spotkań w 1. lidze chorwackiej

- 13 spotkań w 1. lidze węgierskiej

- 8 spotkań w 1. lidze Bośni i Hercegowiny

- 7 spotkań w 1. lidze słoweńskiej

- 11 spotkań w 1. i 2. lidze w Austrii

- 22 spotkania w 2. lidze w Szwajcarii

- 17 spotkań w 2. lidze w Belgii.

Do tego 3 mecze w Lidze Mistrzów i 12 w Lidze Europejskiej. Wątpliwe są też dwa międzynarodowe spotkania drużyn U-19.

Media, głównie niemieckie, ustalają o jakie mecze jeszcze mogło chodzić. W Niemczech podejrzane są VfL Osnabrueck i SSV Ulm. Ci drudzy mieli na przykład podłożyć się w towarzyskim meczu przeciwko tureckiemu Fenerbahce (0:5).

Belgijska druga liga - Olympique Charleroi kontra UR Namur. Goście dostają pieniądze by przegrać trzema lub więcej bramkami. Udaje się - jest 3:0. Przebitka gangu nieduża - 50 tysięcy inwestycji daje 70 tysięcy wygranej. Ten samo Namur z Leuven ma przegrać dwoma bramkami. I znów sztuka wychodzi - po 90 minutach 0:2. Szajka wkłada 100 tysięcy, a wyjmuje 140 tysięcy euro.

Mózg grupy był w Niemczech, dlatego śledztwo koordynuje policja w Bochum. 15 osób zatrzymano właśnie w Niemczech, dwie kolejne w Austrii.

Gang mógł zarobić u bukmacherów nawet 10 milionów euro. Wpływali na wyniki meczów, a możliwe że nawet na szczegółowe zagrania - zakładać można się przecież na przykład kto pierwszy strzeli gola, w której minucie taki gol padnie, czy i kiedy zostanie pokazana pierwsza żółta kartka. Śledczy nie wykluczyli, że i takie rzeczy były opłacane. Na razie nie padły żadne nazwiska ze świata futbolu, nie ma też nazw klubów czy wskazanych meczów. Wiadomo za to, że wśród zatrzymanych są ludzie, którzy brali udział w aferze sprzed pięciu lat - wtedy piłkarskie Niemcy zbulwersował fakt, że na mecze wpływała grupa z udziałem jednego z najbardziej znanych wtedy sędziów.

Z niemieckiego związku piłkarskiego pojawiła się nieoficjalna jeszcze informacja, że i tym razem sędzia ustawiał mecze, choć w niższych ligach.

Tymczasem 9 osób, w tym prezes trzecioligowego klubu Potenza, wpadło w ręce włoskiej policji. Gang, powiązany z mafią, ustawiał wyniki meczów. Prezes Potenzy "przewidział" na przykład wynik meczu w Serie B Ravenna-Lecce. Miało być 3:1 i było 3:1, dzięki czemu można było odebrać 80 tysięcy euro od bukmachera. Włoska afera, na razie przynajmniej, nie ma nic wspólnego z europejskim gangiem zdemaskowanym w zeszłym tygodniu.