Przejęcie przez prywatną firmę obsługi komputerowego systemu naliczania unijnych dopłat dla rolników było nieprawidłowe – podejrzewa warszawska prokuratura. Dzięki temu systemowi komputerowemu, po naszym wejściu do Unii, do kieszeni polskich rolników mają płynąć miliardy euro. Pieniędzy nie będzie, jeśli system nie będzie prawidłowo działał.

Sprawą zajęła się już Najwyższa Izba Kontroli, ale nie tylko, według naszych informacji, kwestii tej postanowiła się przyjrzeć policja skarbowa, czyli Urząd Kontroli Skarbowej. Wszystko zaczęło się od sprzedaży oprogramowania systemu IACS. Przetarg wygrała prywatna firma spoza Europy. Kwestia okazała się drażliwa dla Unii, która nie chce przekazywać pieniędzy w obce ręce. Pojawiły się zarzuty o korupcję. Anonimowi urzędnicy z Agencji Modernizacji Rolnictwa, która buduje system powiedzieli, że nie przyszło im do głowy, że modernizacja systemu może mieć podtekst polityczny. Zapewniali, że poinformowali o swoim wyborze ówczesne władze – Ministerstwo Rolnictwa i Komitet Integracji Europejskiej. Nieprawidłowości widać także w programie pilotażowym, który miał testować nowy system – zamiast miliona krów zakolczykowano 300 tysięcy. Kolczykowanie przerwano przed ukończeniem prac, „bo wygasł kontrakt”. Teraz ta sama firma dokończy pracę, ale już bez przetargu, na co zgodził się Urząd Nadzoru Zamówień Publicznych. Urzędnicy skarżą się, że tak czy inaczej wszystko to robią „na niby”, bo nie ma jeszcze ustawy weterynaryjnej. Ta zacznie działać od pierwszego stycznia, choć miała wejść w życie już rok wcześniej. O swoich podejrzeniach minister rolnictwa poinformował prokuraturę po doniesieniach prasowych. Obecnie prokuratura weryfikuje podejrzenia.

17:15