„To była moja robota” – miał napisać w mailu dzień po zamachach w Londynie Pakistańczyk, którym zainteresowała się lubelska delegatura ABW. Mam nadzieję, że teraz zrozumiecie, co to jest dżihad - napisał mężczyzna.

Policjanci przeszukali jego mieszkanie i zdecydowali o zarekwirowaniu komputera.

O Pakistańczyku wiadomo, że z ojczyzny wyjechał prawdopodobnie w wieku pięciu lat. Ma podwójne obywatelstwo – brytyjskie i pakistańskie.

Właśnie w Wielkiej Brytanii ożenił się z Polką z Lublina. Tu chciał się też podjąć budowy meczetu. Nie dostał jednak zgody miejscowych władz.

Polskie służby wielokrotnie miały zwracać się do Brytyjczyków z prośbą

o udzielenie informacji na temat szczegółów z życia Pakistańczyka. Jednak bez skutku.

Mężczyzna na razie nie został zatrzymany. Służby jednak nie wykluczają, że jeżeli znajdą się podstawy do jego aresztowania, niewątpliwie do tego dojdzie. Wszystko ma się rozstrzygnąć najpóźniej w środę.

Czy są polskie wątki londyńskich zamachów?

Informacje o działającej w Polsce islamskiej międzynarodówce pojawiały się już wcześniej. W ubiegłym roku z kraju wydalono mułłę Ahmeda Ammara, którego ABW uznała za zagrażającego bezpieczeństwu Polski. W Jemenie został on aresztowany pod zarzutem związków z terroryzmem.

Dwa lata temu z kolei przeprowadzono operację pod kryptonimem „Miecz”. Kraj opuściło kilkudziesięciu obcokrajowców po tym, jak pojawiły się sygnały o zagrożeniu kościołów i synagog atakami terrorystycznymi.

Jemeńczyk Ahmed Ammar - imam Wielkopolski, dostał nakaz opuszczenia Polski. Zdaniem ABW i wojewody wielkopolskiego stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski. Do poniedziałku musi opuścić kraj, a ABW nie chce nawet z nim rozmawiać. czytaj więcej

Po londyńskich zamachach polskie służby - wspólnie z Brytyjczykami - badają, czy ślady terrorystów nie prowadzą do Polski. ABW zapewnia, że trwa wymiana informacji między Agencją a służbami brytyjskimi, nie może jednak ujawniać szczegółów tych działań. O operacjach takich, jak ta pod kryptonimem „Miecz”, możemy informować dopiero po ich zakończeniu - zastrzega Magdalena Stańczyk z ABW.

Wiadomo jednak, że służby specjalne zostały postawione w stan najwyższej gotowości. Jednak – jak uważa zajmujący się zagadnieniem terroryzmu Krzysztof Karolczak – ewentualni członkowie siatki terrorystycznej raczej nie są rekrutowani wśród polskich muzułmanów. Bardziej prawdopodobne jest, że obcokrajowcy wykorzystują Polskę jako zaplecze logistyczne dla swych operacji. Właśnie takich osób szuka ABW.