Pośrednicy aut mają coraz mniej klientów, wysoki kurs euro uniemożliwia im też sprowadzanie samochodów z zagranicy. W efekcie muszą polegać na rynku krajowym, a w Polsce chętnych do sprzedaży czterech kółek jest coraz mniej.

Problemy mają zwłaszcza niewielkie place, jak nazywają je potocznie ich właściciele. Te, na których stoi 40-60 aut, ostatnio trudno wiążą koniec z końcem. - W tym miesiącu poszło jedno auto - mówi szef jednego z komisów w kujawsko-pomorskiem. - Nie wiadomo, co przyniesie marzec. Teraz działamy na granicy opłacalności, z marżą jak sprzed kilku lat.

Samochodów nie ma, a jak są to nie idą - załamują ręce szefowie komisów

Dla sprowadzających samochody z zagranicy obecny kurs euro jest morderczy. - Dopóki nie będzie po 4 złote nie ma nawet sensu myśleć o samochodach z Niemiec - mówi właściciel innego placu. - Ostatnie auto sprowadziłem w listopadzie, poszło za 22 tysiące. Dziś musiałbym je sprzedać za 26 tysięcy, a przecież za tamtą cenę też nie chciało zejść. Jeżeli cokolwiek się teraz sprzedaje, to samochody do 20 tysięcy.

Luty jest wyjątkowo niekorzystny dla małych i średnich komisów - w niektórych obroty spadły nawet o 400%.