Nikt nie wie ilu turystów przyjechało na Sylwestra do Zakopanego. Nikt tego nie wie, bo nikt tego nie liczy. Nikt tego nie liczy, bo nikt nie wie jak. Kiedyś, jeszcze za czasów PRL-u, liczbę turystów szacowano na podstawie sprzedanych bochenków chleba, ale wtedy w mieście działała tylko jedna piekarnia. Teraz jest to znacznie bardziej skomplikowane.

Policzenie turystów pod Tatrami to nie jest łatwe zadanie - przyznaje szef biura promocji Zakopanego. Szacuje się, że w ciągu roku przyjeżdża tu od dwóch do dwóch i pół miliona gości, a w okresie sylwestrowym wypoczywa tu od 150 do 200 tysięcy ludzi. Ale właśnie szacuje. Bo nikt nie wie jak ich policzyć.

Łatwiej jest policzyć kozice w Tatrach - mówi Andrzej Kawecki

Górale sprzedający skarpety i pantofle na Krupówkach także mają problem z policzeniem turystów. Pomysł z liczeniem chleba wydaje się najlepszy.

Może po tych bułeckach, albo półlitrówkach - podpowiada Janina Tylkowa

Może jakiś radar ustawić - zastanawia się fiakier Stanisław Stopka.

Albo jak w kościele ludzi liczyć - podpowiada

Problemy z liczeniem turystów ma także gaździna sprzedająca oscypki.

Na oscypki trudno byłoby przeliczyć, bo turyści jakosi tak słabo w kieszeniach mają - mówi

Te wszystkie metody mogą się przydać - mówi szef biura promocji Andrzej Kawecki.

To nie jest takie łatwe, bo jak do Rzymu, do Zakopanego prowadzą drogi ze wszystkich kierunków świata