Wodotrysk, który miał być atrakcją miasta, od miesięcy jest nieczynny z powodu... zalania. Wcześniej psuł się kilkanaście razy, jednak urzędnicy uparcie twierdzili, że to tylko drobne awarie. Teraz wreszcie zmieniają zdanie, choć o usterki obwiniają projektanta i wykonawcę.

Prezydent Torunia zapowiada, że jeżeli do miejskiej kasy nie wpłyną pieniądze z ubezpieczenia fontanny, sprawa zostanie skierowana do sądu. Zdaniem urzędników fontanna od początku była bowiem wadliwa. W przejrzeniu na oczy pomogła im ekspertyza, zlecona zresztą przez magistracki Wydział Inwestycji i Remontów. Urząd Miasta zamówił ją, gdy okazało się, że wykonawca fontanny, firma Gutkowski z Leszna, nie pali się do naprawy zepsutego wodotrysku. - Uszkodzenie powstało nie z naszej winy - mówił jeszcze w wakacje Jan Gutkowski, szef firmy, i odmówił wykonania naprawy w ramach gwarancji.

Wstyd i konsternacja zapanowały, gdy specjaliści ze Stowarzyszenia Elektryków Polskich wreszcie sporządzili ekspertyzę. - Fontanna została wybudowana na bazie wadliwego projektu - podsumowuje solidny dokument Agnieszka Pietrzak, rzecznik prezydenta Torunia. - Wynika z niej również, że Urząd Miasta nie dopuścił się żadnych uchybień w eksploatacji fontanny. - Skoro projekt był wadliwy, to dlaczego przeszedł? - pytam zdziwiony. - Uzyskał wszelkie możliwe pozwolenia. Zaufaliśmy firmie, nie było żadnych wątpliwości, że może to być wadliwy projekt.

Fontanna została wybudowana na bazie wadliwego projektu - posłuchaj mojej relacji z placu fontanny

Miejscy Urzędnicy całą winę zrzucają więc na projektanta fontanny, firmę Forma Studio Architektury z Warszawy, oraz na wykonawcę. A przecież projekt przeszedł przez Radię Miasta i był przez nią opiniowany, również w Urzędzie Miasta zapadła decyzja, by wybudować fontannę za 3,5 miliona złotych. Jeżeli dodać do tego koszty napraw pomniejszych awarii, ostatniej ekspertyzy oraz najbliższej naprawy, która ma sprawić, że wodotrysk wreszcie ruszy, suma sięgnie 4 milionów. - Naprawa "Cosmpolis" będzie kosztowała 156 tysięcy złotych - przyznaje Marcin Maksim z Wydziału Inwestycji i Remontów.

Pieniądze miasto wyłoży z góry, a raczej z dołu: sięgając do kieszeni podatników. Powód? O pieniądzach z ubezpieczenia na razie nie ma mowy. - Trwa postępowanie, zbierana jest dokumentacja - mówi Pietrzak. - Fontanna była ubezpieczona od zalania. Jeżeli efekt postępowania będzie dla nas niepomyślny, skierujemy sprawę przeciwko projektantowi lub wykonawcy do sądu - zapowiada rzecznik prezydenta.

Pytanie o co strony będą się sądzić, skoro zarówno projektanta, jak i wykonawcę wodotrysku miasto wyłoniło na drodze przetargu, projekty zostały zaakceptowane, zaś wykonanie - opłacone. Natomiast jeśli miejscy urzędnicy mają poczucie, że zostali oszukani - dlaczego nie interweniowali, kiedy fontanna zaczynała się psuć? - Od uruchomienia minął rok. Rok! - podsumowuje spacerująca po płycie fontanny kobieta. - Śmieszne, prawda?

Niestety, nic dodać, nic ująć.