O północy minął termin składania ofert w konkursie rozpisanym przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Zbojkotowała go jednak większość lekarzy skupionych w tzw. porozumieniu zielonogórskim. Ich zdaniem zawarcie kontraktów z NFZ grozi upadkiem medycyny rodzinnej.

W konkursie na świadczenie usług medycznych oprócz lekarzy rodzinnych z 7 województw z tzw. porozumienia zielonogórskiego nie wzięły udziału warszawskie przychodnie i szpitale podlegające prezydentowi stolicy oraz niektórzy dyrektorzy placówek z woj. kujawsko-pomorskiego.

Reszta co prawda wysłała swoje oferty, ale często nie na warunkach proponowanych przez Fundusz. Szpitale - jak się łatwo domyśleć - wyceniły swoje usługi znacznie drożej.

I choć konkurs zbojkotowało tak wiele placówek służby zdrowia, NFZ podchodzi do sprawy z zadziwiającym spokojem. Jak twierdzą przedstawiciele Funduszu, przygotowano bowiem plan awaryjny. Ów plan „B” przewiduje przeniesienie podstawowej opieki do szpitali. Jak się okazuje w woj. lubuskim – należącym do porozumienia zielonogórskiego – na szpitale do ostatniej chwili był wywierany nacisk, aby składały oferty, gdzie zobowiążą się do leczenia grypy, przeziębienia itd.

Lekarze rodzinni wciąż jednak mają nadzieję, że NFZ nie wprowadzi tego absurdalnego planu, a ponadto podejmie negocjacje wycofując się z dotychczasowych warunków. Fundusz ma pozycję dyktatora – może w każdej chwili zmienić warunki tejże umowy podczas jej trwania, zmienić zakres obowiązków jest to pozycja monopolisty - mówią lekarze. A przyjęcie takiego dyktatu groziłoby upadkiem prywatnych praktyk

Negocjacje muszą zakończyć się do 29 grudnia. 1 stycznia stare kontrakty definitywnie wygasają i nie można ich będzie przedłużyć.

10:15