Prawdopodobnie dotacja dla barów mlecznych nie zostanie drastycznie ograniczona, jak pierwotnie zapowiadało Ministerstwo Finansów. Amatorzy tanich posiłków w tych popularnych jadłodajniach nie zawdzięczają tego jednak "lewicowej wrażliwości" rządzących, lecz - lewicowemu parciu do władzy.

Decyzja SLD dotycząca tej sprawy jest ewidentnie podyktowana potrzebą przypodobania się elektoratowi tuż przed drugą turą wyborów samorządowych.

Sejmowa Komisja Finansów dość nagle znalazła w budżecie na rok przyszły oszczędności i część z nich postanowiła przeznaczyć właśnie na ratowanie barów mlecznych. Wysokość dotacji to 13,5 miliona zł. Pierwotnie obcięto ją do kwoty 3 milionów.

Przyszłość barów mlecznych wydaje się poważnie zagrożona. Do tej pory do działalności tych najtańszych jadłodajni dopłacało państwo. Jednak w przyszłorocznym budżecie minister finansów 5-krotnie ograniczył dotacje na ten cel. Tłumaczy, że do barów nie przychodzą wyłącznie najbiedniejsi, a tylko... czytaj więcej

Bary mleczne wpisane są w pejzaż nie tylko Warszawy, ale każdego miasta - przekonywał przewodniczący komisji Mieczysław Czerniawski z SLD. Dodał też, że pieniądze na bary pochodzą z budżetu pierwotnie przeznaczonego dla resortu finansów.

Media wytykały wcześniej ministrowi Kołodce, że w stołówce jego resortu spory i smaczny obiad kosztuje zaledwie kilka złotych. To się z pewnością teraz zmieni. Posiłki w stołówce Ministerstwa Finansów podrożeją, a bary mleczne pozostaną przy swoich niskich stawkach.

Szkoda tylko, że lewica okazuje swym wyborcom serce wyłącznie w przeddzień wyborów...

07:00