Dokładnie 30 lat temu zaledwie 950 metrów od pasa na warszawskim Okęciu spadł samolot Polskich Linii Lotniczych "Mikołaj Kopernik". Wszyscy pasażerowie i członkowie załogi zginęli. Wśród nich była znana polska piosenkarka Anna Jantar oraz amatorska drużyna amerykańskich bokserów.

Wychowywaliśmy się razem na podwórku. To była świetna dziewczyna - o Annie Jantar opowiadają jej przyjaciele

Start samolotu PLL LOT Ił-62 "Mikołaj Kopernik" z lotniska im. J.F. Kennedy'ego w Nowym Jorku był zaplanowany na 13 marca 1980 roku na godz. 19 czasu miejscowego. Jednak silne opady śniegu, jakie dotknęły wówczas ten rejon Stanów Zjednoczonych, opóźniły wylot. Po oczyszczeniu pasa startowego i maszyny, o godz. 21.18 "Kopernik" wyruszył w lot do Warszawy.

Trasa nad Atlantykiem przebiegała w dobrych warunkach atmosferycznych. Żadne kwestie techniczne nie były też zgłaszane przez nikogo z członków 10-osobowej załogi dowodzonej przez 46-letniego doświadczonego kapitana Pawła Lipowczana oraz drugiego pilota Ireneusza Łachockiego.

Około godz. 11 czasu polskiego załoga nawiązała kontakt z wieżą kontrolną na warszawskim Okęciu, nie zgłaszając żadnych problemów technicznych. "Kopernik" został skierowany na ścieżkę podejścia do lądowania. Niebo nad stolicą było bezchmurne.

O godz. 11.13 kapitan zgłosił trudności z sygnalizacją podwozia i zamiar przejścia na drugi krąg wokół lotniska, by mechanik mógł sprawdzić obwód. Nikogo to wówczas nie zaniepokoiło, ponieważ już wcześniej w Iłach-62 odnotowywano awarie wskaźnika sygnalizującego właściwe wysunięcie i zablokowanie podwozia, spowodowane zwykle przepaleniem żarówki lub bezpiecznika.

Kiedy samolot zwiększył moc, by wznieść się na drugi krąg, pękł wał łączący turbinę ze sprężarką niskiego ciśnienia w silniku nr 2. Sygnalizator wskazywał na awarię podwozia. Pilot wzniósł maszynę, by podejść do lądowania jeszcze raz, a w międzyczasie upewnić się, że zawiódł tylko sygnalizator, a nie podwozie. Niestety, rozpadająca się turbina uszkodziła silniki.

Załoga utraciła wówczas praktycznie zupełnie możliwość sterowania opadającą bezwładnie maszyną. Kapitanowi w ostatniej chwili udało się tylko dzięki zmianie wychylenia lotek na skrzydłach ominąć zakład poprawczy dla nieletnich. Samolot ściął prawym skrzydłem drzewo i o godz. 11.15 rozbił się w fosie na terenie dawnego fortu wojskowego nieopodal al. Krakowskiej.

Jako przyczynę katastrofy wskazano ukryte wady radzieckiej konstrukcji samolotu. Według materiałów Instytutu Pamięci Narodowej, MSW utajniło wnioski ze śledztwa, które wskazywały na winę strony polskiej.

Miejsce katastrofy 30 lat później

Reporter RMF FM Paweł Świąder opisuje, jak po 30 latach wygląda miejsce katastrofy

Na wzniesieniu otoczonym fosą wciąż są ruiny wojskowego fortu. To właśnie tam rozbił się samolot. Dookoła są teraz ogródki działkowe, zakłady usługowe i kilkadziesiąt domów. Niektórzy z tamtejszych mieszkańców na własne oczy widzieli ostatnie chwile lotu. Było widać, jak nad tym domem leciał. Z wielkim hukiem trzasnął na jednostkę wojskową. Mąż poleciał dookoła tych fortów. To wszystko było obstawione i nie było dostępu w ogóle - mówi pani Krystyna.

W miejscu katastrofy świadkowie widzieli sterty blachy, kamizelki ratunkowe wiszące na osmolonych drzewach, puszki po napojach, serwetki firmowe LOT-u, nadpalone książki, ubrania i buty.

Zbiorowy grób ofiar wypadku znajduje się na stołecznym Cmentarzu Komunalnym Północnym na Wólce Węglowej, zaś mogiła załogi jest na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Na terenie warszawskiego klubu sportowego Skra postawiono mały pomnik poświęcony sportowcom, którzy zginęli w katastrofie. Imię kapitana "Kopernika" Pawła Lipowczana otrzymała jedna z przecznic al. Krakowskiej na stołecznym Okęciu.

Ił-62 - "latająca trumna"

To od początku był pechowy samolot. Relacja Przemysława Marca

Ił-62 był pierwszym radzieckim międzykontynentalnym samolotem pasażerskim. Wyprodukowano blisko 300 egzemplarzy. Ostatni wypadek z udziałem tego samolotu zdarzył się w Iranie przed sześcioma miesiącami. Blisko dwa lata temu rosyjskie linie pasażerskie wycofały go z eksploatacji. Samolot, który LOT-owskie załogi okrzyknęły latającą trumną, jest jeszcze na wyposażeniu rosyjskiego ministerstwa do spraw sytuacji - nomen omen - nadzwyczajnych.