Podwyżki dla nauczycieli w kwietniu mają być symboliczne, a w dodatku pedagodzy… dołożą się do nich z własnej kieszeni. Pieniądze resort edukacji znalazł bowiem w środkach z właśnie likwidowanego dodatku mieszkaniowego. Wynika to z pisma, które minister Anna Zalewska wysłała do szefów dwóch z trzech związków zawodowych nauczycieli - i do którego dotarł reporter RMF FM Grzegorz Kwolek.

Szefowa MEN Anna Zalewska /Rafał Guz /PAP

Pensje nauczycieli mają wzrosnąć od kwietnia w granicach od 114 do 157 złotych brutto.

Anna Zalewska w swoim piśmie do Związku Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych podkreśla, że będzie to wzrost o ponad 5 procent. Przekonuje także, że to pierwsza od 2012 roku waloryzacja płac.

Od 1 kwietnia 2018 roku nastąpi wzrost wynagrodzenia średniego o 5,35% (w tym podwyższenie kwoty bazowej dla nauczycieli o 0,35% związane jest zmianami ustawy Karta nauczycieli - przesunięcie środków wydatkowanych dotychczas na dodatek mieszkaniowy) - informuje szefowa MEN w piśmie.

Związkowcy zwracają jednak uwagę, że po uwzględnieniu inflacji rzeczywisty wzrost podwyżek nie przekroczy 2 procent.

W zeszłym roku minister edukacji obiecała nauczycielom wzrost wynagrodzeń o 15 procent w ciągu trzech lat. Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych chcą jednorazowej podwyżki w tej wysokości.


(e)