W Sejmie trwają gorączkowe próby ratowania ustawy w sprawie obniżenia subwencji budżetowych dla partii politycznych. Ponownie zgłoszono odrzucony w porannym głosowaniu projekt klubu Lewicy. Tym razem SLD postawił jednak warunek: zakaz finansowania billboardów i telewizyjnych reklamówek z publicznych pieniędzy. Po porannej kompromitacji do uchwalenia ustawy wzywa premier Donald Tusk, który ma osobiście nadzorować głosowania.

Sejm zagotował po odrzuceniu projektu PO, zawieszającego na dwa lata subwencje budżetowe dla partii. Posłowie zdecydowali, że zajmą się pomysłem lewicy, który został skierowany do dalszych prac w komisji nadzwyczajnej. Zakłada on, że finansowanie partii zostanie zmniejszone tak, by najbogatsze... czytaj więcej

Zgodnie z odrzuconym rano projektem SLD, od połowy 2009 do końca 2010 roku partie polityczne miałyby otrzymywać mniejszą subwencję budżetową. Platforma Obywatelska straciłaby około 44 procent środków finansowych, Prawo i Sprawiedliwość - 41 procent, Sojusz Lewicy Demokratycznej - 11 procent, a Polskie Stronnictwo Ludowe - 7 procent.

Przed głosowaniem Sejm przyjął jednak poprawkę mniejszości, która prowadziła do całkowitej likwidacji finansowania partii z budżetu. Taki wniosek podczas czwartkowych obrad komisji nadzwyczajnej zgłosił Piotr Krzywicki ze stowarzyszenia Polska XXI.

Dzisiaj przeciw projektowi głosowały PSL i - co zaskakujące – SLD. Obie partie nie czują się jednak winne, bo - jak mówią - Platforma Obywatelska próbowała wszystkich wykiwać. Posłowie PO wbrew umowie podnieśli bowiem wcześniej rękę za wnioskiem mniejszości, który całkowicie likwidował finansowanie partii. Oczywiście partia Donalda Tuska nie mogła przeforsować pomysłu sama, a po krótkim śledztwie okazało się, że z pomocą przyszło 11 posłów PSL. Dlaczego? Jak tłumaczył poseł tej partii Eugeniusz Kłopotek, jego koledzy pomylili się, bo patrzyli na rękę Zbigniewa Chlebowskiego, który obiecywał wczoraj, że zachowa się zgodnie z umową.

Później w obliczu zagrożenia zabraniem wszystkich pieniędzy budżetowych zarówno ludowcy, jak i Lewica odrzucili cały projekt. Za jego przyjęciem głosowało 207 posłów, przeciw było 219. Nikt nie wstrzymał się od głosu.

Pytania budzi jednak fakt omyłkowego głosowania jedenastu posłów PSL. W sprawie rzeczywiście pojawia się wiele zbiegów okoliczności, ale politycy partii Waldemara Pawlaka, pytani, czy nie był to celowy zabieg, kładą rękę na sercu i zapewniają, że chcieli zagłosować tak, jak ich koalicjant. W ściągawce mieli koledzy napisane: "Patrz: ręka posła Chlebowskiego" - przekonuje Eugeniusz Kłopotek:

Posłów PSL nie zaniepokoił również fakt, że w owej ściągawce akurat przy tym punkcie nie pojawiły się jasne wytyczne, czyli tradycyjne "za" albo "przeciw", a jedynie: Patrzeć na rękę Chlebowskiego. Platforma również zapewnia, że nie miała na celu wywrócenia ustawy.

Podkreśleniem tych słów miały być próby reanimacji ustawy. A rozważane były dwa warianty. Pierwszy to reasumpcja głosowania pod pretekstem, że zbyt wielu posłów zostało wprowadzonych w błąd i pomylili się. To jednak rozwiązanie mogłoby okazać się zbyt ryzykowne i ustawa mogłaby zostać natychmiast zaskarżona. Dlatego zdecydowano się na natychmiastową reanimację projektu klubu Lewicy. By jak najszybciej przeforsować ustawę, na sali plenarnej odbędą się trzy ekspresowe czytania. Chciałbym sprawę zakończyć dzisiaj, choćby w późnych godzinach nocnych - deklarował marszałek Sejmu Bronisław Komorowski:

Za ponownym głosowaniem nad projektem ustawy opowiedział się również szef rządu. Donald Tusk nie zarzucił posłom PSL złej woli i chęci unicestwienia ustawy. Posłowie wszystkich klubów, także Platformy Obywatelskiej, wpadli w pułapkę, która została zastawiona przez tych, którzy kasy partyjnej chcą bronić - zaznaczał:

Premier podkreślił również, że ponowne głosowanie da parlamentarzystom okazję do naprawienia błędu.

Niespodziewanie jednak przed kolejnym głosowaniem pojawił się warunek SLD, by telewizyjne reklamówki i billboardy nie mogły być finansowane z publicznych pieniędzy. Partie mogłyby je kupować za środki z darowizn czy składek. Jak jednak zauważa reporter RMF FM Mariusz Piekarski, fundusze trudno byłoby oznaczyć, a to stwarza pole do popisu dla partyjnych skarbników.

Aby tym razem głosowanie nad projektem SLD obyło się bez żenujących wpadek, czuwał będzie nad nim osobiście premier Tusk. Do samego końca cała załoga pozostaje na pokładzie - zapewnił rzecznik rządu Paweł Graś:

Prawo i Sprawiedliwość utyskuje tymczasem nad iście ekspresowym tempem prac - w ciągu niespełna godziny odbyły się bowiem dwa czytania. Gdzie jest drugi parlament w Europie, w którym tego samego dnia głosuje się tę samą ustawę - pytał Paweł Kowal:

PiS nie wyklucza, że z powodu tempa pracy zaskarży ustawę do Trybunału Konstytucyjnego.

Strategia Platformy nie wypaliła

Wczoraj natomiast Sejm odrzucił również projekt przygotowany przez Platformę Obywatelską, przewidujący zawieszenie na dwa lata finansowania partii politycznych z budżetu. Pomysłowi sprzeciwiały się wszystkie - poza partią rządzącą - ugrupowania, również koalicyjne Polskie Stronnictwo Ludowe.

Jak donosił reporter RMF FM Mariusz Piekarski, po odrzuceniu własnego projektu Platforma Obywatelska gotowa była poprzeć pomysł SLD w sprawie obniżenia państwowych dotacji dla partii. By jak najszybciej przeforsować projekt, narzucono iście ekspresowe tempo prac sejmowych, co umożliwiło głosowanie już dzisiaj rano.

Ustawa przygotowana przez SLD była wprawdzie dla partii Donalda Tuska niekorzystna, ale w sprawie chodziło przede wszystkim o zabieg marketingowy. Nie zmienimy nawet przecinka w projekcie SLD, żeby tylko pokazać, że gdy nasz projekt wyrzucają do kosza, my i tak zabieramy partiom pieniądze - usłyszał wczoraj nasz reporter w klubie PO. Jak wynikało jednak z informacji Mariusza Piekarskiego, Platforma zamierzała zmienić proporcje obniżenia państwowych subwencji w Senacie.