Ministerstwo Finansów powróciło do pomysłu wydobycia pieniędzy z kasy NBP. Chodzi o rezerwę rewaluacyjną, która stanowi zabezpieczenie przed skutkami wahań kursu złotego wobec innych walut. To 27 mld złotych trzymanych na czarną godzinę, gdyby trzeba było pomóc polskiej walucie.

Szef resortu finansów Grzegorz Kołodko chciałby z rezerwy rewaluacyjną dostać sporą kwotę, choć dokładnie nie mówi ile. Wiadomo, że chodzi o co najmniej kilka miliardów złotych. Jednak Narodowy Bank Polski na to się nie zgadza. Powtórzył to dzisiaj na posiedzeniu sejmowej komisji finansów, szef NBP Leszek Balcerowicz.

Według zwolenników pomysłu Kołodki, rezerwa rewaluacyjną jest za duża w stosunku do rzeczywistego ryzyka kursowego: Jeżeli ktoś stwierdziłby dziś, że złotówka wzmocni się w stosunku do dolara do poziomu 3 złotych to jest to fantasta, a nie ekonomista - mówił poseł Janusz Lisak.

Dopiero po referendum unijnym - prawdopodobnie 10 czerwca - rząd rozstrzygnie, czy przyjąć program naprawy finansów państwa autorstwa Grzegorza Kołodki. Sprawa miała zostać rozstrzygnięta wprawdzie już wczoraj, jednak wygląda na to, że gabinet Leszka Millera po raz kolejny wolał uniknąć... czytaj więcej

Dlatego według niego, nie ma żadnych przeciwwskazań do uszczknięcia kilku albo kilkunastu miliardów i przeznaczenie ich na spłatę długu zagranicznego.

Problem polega jednak na tym, że pomysły Grzegorza Kołodki sięgają o wiele dalej. Minister finansów dopatrzył się bowiem w owej rezerwie lekarstwa na niemal wszystkie swoje bolączki. Chciałby dofinansować z tego unijne inwestycje, a przede wszystkim zapłacić europejską składkę do wspólnego budżetu. To już budzi zastrzeżenia.

Leszek Balcerowicz, który o ile nie miałaby zastrzeżeń co do wykorzystania tych pieniędzy na spłatę długu zagranicznego, o tyle nie zgadza się na dalszą zachłanność Kołodki: Są propozycje, które są lekarstwem gorszym od choroby. To jest fałszywe rozwiązanie, które nie przyniesie żadnych korzyści, w tym bardzo potrzebnym procesie uzdrawiania finansów naszego państwa a zaszkodzi.

Zaszkodzi dlatego, że ta rezerwa to jedynie pieniądze księgowe, czyli wirtualne. Tych funduszy fizycznie nie ma. Aby się pojawiły, trzeba byłoby je wydrukować, a drukowanie pieniędzy równa się złowrogiej inflacji, na którą szef NBP nie może się zgodzić, choćby dlatego, że zobowiązuje go do tego konstytucja.

Foto Archiwum RMF

17:45