Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę wprowadzającą nową 70-procentową stawkę podatku od niebotycznych odpraw prezesów spółek z państwowym udziałem. Nowe przepisy mają ograniczyć - jak tłumaczą autorzy ustawy - zbyt wysokie odprawy i odszkodowania wynikające z zakazu konkurencji. Część prawników, z którymi rozmawiał reporter RMF FM Krzysztof Berenda, twierdzi jednak, że ustawa nie obejmie największych firm i że będzie można ominąć jej przepisy.

Nowa stawka PIT - 70 proc. /Darek Delmanowicz /PAP

Nowe prawo wejdzie w życie z początkiem nowego roku i obejmie spółki, w których Skarb Państwa ma co najmniej połowę udziałów. Dotyczy to więc PGNiG, Polskiego Holdingu Nieruchomościowego, Energi, PGE, JSW, Lotosu, Giełdy i Enei.

Ustawa zakłada, że maksymalna odprawa w tych spółkach może wynieść tyle, ile odchodzący pracownik zarobił w ciągu ostatnich 3 miesięcy swojej pracy. Za każdą złotówkę więcej trzeba będzie zapłacić właśnie 70 procent podatku.

Ustawa ogranicza także odszkodowania, jakie wypłacane są za zakaz konkurencji wobec pracodawcy. To odszkodowanie może wynieść tyle, ile prezes zarobił przez ostatnie pół roku. Za to, co powyżej, również trzeba będzie zapłacić 70 procent PIT.

Nowa ustawa nie obejmie jednak spółek, w których pensje i odprawy mogą być największe. Po pierwsze, Skarb Państwa nie ma co najmniej połowy udziałów np. w PZU, PKP Cargo, Grupie Azoty, KGHM, PKO BP, Tauronie, Orlenie i Policach. Tam więc nowe przepisy nie obowiązują, a właśnie tam zarobki prezesów są ogromne. Z raportów spółek wynika, że w PKO BP prezes Zbigniew Jagiełło zarabia średnio 259 tysięcy złotych miesięcznie, a prezes Orlenu Jacek Krawiec - 243 tysiące.

Krytycy nowego prawa zwracają także uwagę na fakt, że w wielu spółkach prezesi mają tzw. kontrakty menedżerskie. One pozwalają na ominięcie przepisów. Inni prezesi mają zarobki zapisane w kwotach netto, czyli podatek - jaki by on nie był - płaci spółka. Nowe przepisy łatwo ominąć także przyznając prezesowi nagrodę na koniec pracy, poza odprawą. Na te wątpliwości uwagę zwracali m.in. parlamentarni prawnicy.

Aby przepisy mogły obowiązywać od nowego roku, muszą zostać dziś opublikowane w Dzienniku Ustaw. Gdyby politycy nie zdążyli, przepisy obowiązywałyby dopiero za rok.

(mKam)