"Może się okazać, że po nocy wyborczej będzie prowadził jeden kandydat, a po przeliczeniu wszystkich głosów wygra inny kandydat" - tak o dzisiejszych wyborach prezydenta USA mówił w Porannej rozmowie w RMF FM prof. Zbigniew Lewicki. "To jest najgorszy scenariusz, który może doprowadzić do wybuchu zamieszek" - podkreślał amerykanista z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. "Jeżeli wyborcy zagłosują racjonalnie, to wygra Trump, jeżeli emocjonalnie - to Biden" - stwierdził gość Roberta Mazurka.

Jeżeli Trump przegra, to stanie się tak, ponieważ ma paskudną osobowość. Ma bardzo duże sukcesy, ale drażni ludzi, nie każdy akceptuje tego typu zachowanie u prezydenta, prezydent ma dawać przykład dzieciom - trudno to powiedzieć, patrząc na Trumpa - ocenił prof. Lewicki. Jak mówił, obecny prezydent USA "mija się z prawdą, mówi po angielsku źle w sensie gramatycznym, podburza, powoduje za silne emocje - to są jego poważne minusy, które mogą zdecydować o jego porażce".

Prof. Lewicki przyznał, że Joe Biden to wyjątkowo nieatrakcyjny kandydat. Dla Polski byłby lepszy Trump, bez dyskusji. Biden nas nie lubi - zaznaczył gość Roberta Mazurka. 

W internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM prof. Zbigniew Lewicki mówił o kandydacie demokratów w wyborach prezydenckich Joe Bidenie. Taki właśnie miły pan, który nie lubi, nie ponosi odpowiedzialności"- ocenił senatora USA amerykanista. Według niego Biden to typ "wiceprezydenta". Jak mu każe prezydent pojechać na pogrzeb, na ślub, na cokolwiek innego, to jedzie. I godnie reprezentuje. To jest jego natura - podkreślił. Ja się trochę boję świata, który będzie prowadził Biden, bo to jest człowiek niedecyzyjny po prostu. On będzie się długo wahał nad tym, ile wsypać łyżeczek cukru do kawy - stwierdził.

Robert Mazurek pytał swojego gościa też o to, który amerykański serial o prezydentach najlepiej oddaje politykę za oceanem. Tu nie ma wątpliwości - serial przed kilkunastu lat. Ma dziwny polski tytuł "Prezydencki poker". Absolutnie najlepszy serial polityczny - powiedział Lewicki. Ma pan tam prawdziwy Biały Dom, prawdziwe decyzje, prawdziwe wydarzenia. Lekko tylko fabularyzowane - przekonywał prowadzącego gość Porannej rozmowy w RMF FM.

Robert Mazurek: Oczekuje pan zapewne na wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. I zacznę od niebanalnego, jakże niespodziewanego pytania: kto wygra?

Prof. Zbigniew Lewicki: To ja zacznę od innego pytania: kiedy? Ponieważ może się okazać, że po nocy wyborczej będzie prowadził jeden kandydat, a po przeliczeniu wszystkich głosów wygra inny kandydat. To jest najgorszy scenariusz, jaki może być, który może doprowadzić do poważnych zamieszek. Nikt nie wie więc, czy w ogóle się uda wytypować, znaleźć obliczyć zwycięzcę natychmiast po wyborach.

To prawda, tym bardziej, że Amerykanie mieli szansę głosować korespondencyjnie lub osobiście, już głosowało 96 mln Amerykanów. To jest sporo ponad 1/3 uprawnionych do głosowania.

Nawet więcej, bo to jest 300 milionów, a nie wszyscy mieszkańcy są...

255 mln uprawnionych, 96 mln już głosowało. Rzeczywiście to bardzo dużo i te głosy nie są policzone - każdym razie nie znamy ich wyników. Panie profesorze, pan jest mądry, to pan wie, kto tak ostatecznie zostanie prezydentem Stanów Zjednoczonych. Bo jak nam teraz powie, to jeszcze zdążymy do bukmachera pójść.

Rozumiem, ale jak nie trafię, to będą koledzy się śmiali przez następne pięć lat.

Wtedy będzie pomoc rządowa, tak jak dla sprzedawców chryzantem. Proszę bardzo, kto wygra?

Za 11 czy za 20 złotych (to cena, jaką agencje rządowe proponują w ramach interwencyjnego skupu chryzantem - przyp. red.)? Dobrze, kto wygra. Jeżeli wyborcy zagłosują racjonalnie, to Trump. Jeżeli emocjonalnie, to Biden. Tak jak to było przed 4 laty. Pani Clinton była znacznie lepiej przygotowana, ale wyborcy jej nie lubili i dlatego wygrał nieprzygotowany Trump. Jak będzie w tym roku? Niewykluczone, że tak samo.

Sondaże oczywiście pokazują Bidena. Ja wiem, że to nie jest najważniejsze, bo po pierwsze, sondaże wtedy też pokazywały Hillary Clinton, a po drugie - i to musi pan wytłumaczyć nam wszystkim, jak to możliwe, że Trump może dostać mniej głosów i całkiem legalnie, tak jak cztery lata wcześniej, zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych.

Prezydenta w Stanach Zjednoczonych nie wybiera się w głosowaniu bezpośrednim. W głosowaniu bezpośrednim wybiera się przedstawicieli poszczególnych stanów. Im większy stan, tym więcej ma przedstawicieli, elektorów. I dopiero potem sumuje się to, co zrobią elektorzy, na kogo oni zagłosują.

A czy zdarzają się sytuacje, w której elektor może się jakby "urwać"? To znaczy zagłosować inaczej niż chcieli jego wyborcy? Inaczej - głosuję na Kowalskiego, bo mówił, że zagłosuje na Trumpa, a on tymczasem zmienił zdanie i głosuje na Bidena?

Tak, to jest bardzo poważne pytanie. Teoretycznie mogą, praktycznie Sąd Najwyższy i sądy najwyższe poszczególnych stanów prawie wszystkich uznają to za niedopuszczalne. Grozi wtedy bardzo wysoka kara. Może to się zdarzyć, to w historii państwa zdarzyło się dosłownie kilkanaście razy i nigdy nie zadecydowało o wyniku wyborów.

Jeżeli wiemy, że te wybory odbywają się właśnie w taki sposób, że może wygrać człowiek, który ma mniej głosów, to tak naprawdę jedyne co możemy robić, to teraz czekać do kiedy? Kiedy się naprawdę dowiemy, kto wygrał te wybory?

Ja wiem, że to było bardzo dawno z pana punktu widzenia, ale z mojego nie. Bo w roku 2000 zakończyły się wybory, zakończyło się liczenie głosów i trwały debaty przez kilka tygodni, kto tak naprawdę wygrał na Florydzie, ergo zostanie prezydentem. Tu może być to samo, tylko powiększone jeszcze o kilka, przynajmniej kilka stanów, gdzie tych głosów oddanych listownie jest znaczna bardzo ilość.

Zostawmy rok 2000, mnie na pewno wtedy na świecie nie było. W końcu jestem młodzieniaszkiem. A do młodzieniaszków jeszcze wrócimy, bo to szczególna kategoria w tych wyborach. Czy jeśli przegra Trump, skończy się era Trumpa - krótka, ale jednak bardzo burzliwa i bardzo kolorowa - to czy stanie się tak przez koronawirusa? Przez to, że Donald Trump jest oskarżany przez wielu Amerykanów, iż nie radzi sobie z pandemią?

Nie. Nikt sobie nie radzi z pandemią na całym świecie praktycznie biorąc. Stanie się tak, ponieważ on ma paskudną osobowość. Ma bardzo duże sukcesy, przez te 4 lata bardzo wiele osiągnął, natomiast drażni ludzi. Drażni przede wszystkim elity.

Ale elity drażnił już 4 lata temu.

Tak, ale drażni ludzi, ponieważ nie każdy akceptuje tego typu zachowanie u prezydenta. Prezydent ma dawać przykład dzieciom. "Patrz na tego pana. Jak będziesz się uczyć dobrze, to też zostanie prezydentem". Trudno to powiedzieć patrząc na Trumpa.

Czy chce pan powiedzieć, że Amerykanie nie chcą, by dzieci miały taką zaczeskę?

Z tą zaczeską, to już nie będę mówił. Moja żona do tego ciągle wraca. Nie wiedziałem, że pan również. To może nie jest jego najgorsza cecha, ale raczej to, że mija się z prawdą, że mówi źle - w sensie gramatycznym - po angielsku. Że ogólnie biorąc podburza, że powoduje za silne emocje. To są jego poważne minusy, które mogą o jego porażce zdecydować.

Dobrze, ale z drugiej strony jego rywalem jest Joe Biden, o którym Trump mówi z pogardą "sleepy Joe Biden". Śpiący, senny Joe Biden.

Albo "basement Joe", czyli "Joe z piwnicy", bo on zamknął się przed rzeczoną właśnie pandemią w piwnicy i tam siedzi, prawie nie prowadzi kampanii wyborczej. Wyjątkowo nieatrakcyjny kandydat, wyjątkowo.

Właśnie, wyjątkowo nieatrakcyjny kandydat może wygrać z barwnym, kolorowym Donaldem Trumpem, bo to są wybory. Ta kampania - tutaj wrócę, gdy do tej kategorii młodzieniaszków - jest rzeczywiście zadziwiająca. Młodzieniaszkiem w niej jest bowiem Donald Trump, lat 74, który tańczy zawsze tak bardzo rytmicznie na każdym wiecu w rytm piosenki YMCA, "young men", "młodzi mężczyźni". A w odpowiedzi Biden podbiega do mikrofonów i też pokazuje, że jest bardzo fit.

Kandydaci są w świetnym wieku. To jest mój wiek i uważam go za znakomity. Tu nie chodzi nawet o wiek, ale chodzi o to, że naprawdę gdyby to przenieść na polskie kategorie - mamy do wyboru takie dwa krany: z zimną i gorącą wodą, kiedyś takie bywały, wrzątek i lodowaty. I mamy kran z ciepłą wodą. Teraz pytanie, co nam się bardziej podoba. Czy to przekładanie rąk spod jednego kranu pod drugi - te nastroje do góry, na dół, do góry, na dół. Trump. Czy taki spokojny, wyważony, ale nieekscytujący Biden.

Jeśli Amerykanie mają zagłosować za ciepłą wodą w kranie, to niech wybiorą Donalda Tuska, przecież tak już było. Dla pana tylko ostatnie pytanie w tej części radiowej, to jest pytanie: a dla Polski, który z kandydatów były lepszy?

Trump. W ogóle bez dyskusji. Biden nas nie lubi.