"Koniec grudnia albo początek stycznia. (…) Najprawdopodobniej kandydatura ogłoszona zostanie na przełomie roku" - tak Wanda Nowicka odpowiedziała w Popołudniowej rozmowie w RMF FM na pytanie o to, kiedy poznamy kandydata Lewicy na prezydenta. Zdradziła również, że "bardzo wątpi", by Lewica poparła Szymona Hołownię, gdyby w II turze wyborów prezydenckich 2020 stanął on naprzeciw Andrzeja Dudy. W internetowej części rozmowy - odnosząc się do szefowej resortu rodziny, pracy i polityki społecznej Marleny Maląg - posłanka stwierdziła zaś: "Pierwsze słyszę o istnieniu takiej minister. Ta osoba niczym się nie zaznaczyła". "Nie muszę znać całej listy (ministrów - przyp. RMF) w przypadku, gdy jeszcze rząd tak naprawdę nie zaczął swojego działania" - mówiła.

Wanda Nowicka: Bardzo wątpię, by Lewica wsparła Szymona Hołownię w drugiej turze wyborów

Pytana o wybory prezydenckie 2020 i możliwe scenariusze dot. drugiej tury, Wanda Nowicka zdradziła, że gdyby w wyborczej dogrywce mierzyli się Andrzej Duda i Małgorzata Kidawa-Błońska, oddałaby głos na polityk Platformy Obywatelskiej.

"Gdyby prezydent Duda miał zostać ponownie wybrany, to byłaby to ogromna porażka nas wszystkich - bo prezydent, który trzykrotnie złamał konstytucję w czasie swoich rządów, nie powinien być wybrany na kolejną kadencję. Byłaby to porażka i wstyd" - mówiła.

Pytana natomiast w internetowej części rozmowy, czy kandydat Lewicy byłby skłonny przekazać swoje głosy Szymonowi Hołowni, gdyby to on znalazł się w drugiej turze obok Andrzeja Dudy, odparła: "Bardzo wątpię, żeby Lewica wsparła Szymona Hołownię w drugiej turze wyborów".

Na uwagę, że Hołownia - podobnie jak Lewica - opowiada się za rozdziałem państwa i Kościoła, Nowicka odpowiedziała krótko: "Pan Hołownia mówił różne rzeczy. Nie wiadomo, które są prawdziwe, a które nie".

Wanda Nowicka: Nie wiem, kim jest Marlena Maląg. Nie muszę znać wszystkich ministrów

"To byłby skandal, gdyby tylko z powodów światopoglądowych odwołano Magdę Biejat z funkcji szefowej sejmowej komisji ds. rodziny" - komentowała posłanka w internetowej części rozmowy.

Na uwagę Marcina Zaborskiego, że domaga się tego m.in. minister rodziny, pracy i polityki społecznej Marlena Maląg, odparła zaś: "Pierwsze słyszę o istnieniu takiej minister. Ta osoba niczym się nie zaznaczyła. Minister powinna się skupić na tym, co zrobić dla polskiej rodziny, a nie zastanawiać się nad tym, kogo wykluczać z parlamentu".

Gospodarz rozmowy, zaskoczony deklaracją Nowickiej, postanowił dopytać, ilu jeszcze ministrów posłanka Lewicy nie zna.

"Kto jest ministrem środowiska?" - zapytał Marcin Zaborski, a w odpowiedzi usłyszał: "Ministrem środowiska został pan poseł Płażyński".

"Ministra ds. klimatu też pani nie zna?" - kontynuował dziennikarz RMF FM, a Wanda Nowicka odparła wprost: "Nie znam. Niczym się na razie nie wsławili. Nie muszę znać całej listy w przypadku, gdy jeszcze rząd tak naprawdę nie zaczął swojego działania".

O głośnych słowach Marcina Kulaska...

"Takie słowa nie powinny paść" - tak natomiast posłanka Lewicy skomentowała niedawną głośną wypowiedź sekretarza generalnego SLD Marcina Kulaska.

Przypomnijmy, polityk - zapytany przez Interię o życie w hotelu sejmowym - odparł: "Proponuję spróbować się utrzymać w Warszawie za 6,5 tysiąca złotych na rękę i dietę 2,5 tysiąca złotych".

Ocenił również, że poselski budżet jest mocno obciążony, choćby ze względu na brak w Domu Poselskim aneksów kuchennych.

Później przekonywał, że 9 tysięcy złotych to według niego "wystarczająca pensja" i że jego wypowiedź została źle zrozumiana: "Gdyby każdy poseł musiał się stołować na mieście, to tej pensji poselskiej w wysokości 9 tysięcy złotych mogłoby nie wystarczyć".

Pytana o wypowiedź Kulaska Wanda Nowicka stwierdziła: "Poseł Kulasek już to wyjaśniał, przepraszał, tłumaczył - ale rzeczywiście to były niefortunne słowa i uważamy w klubie, że jeżeli jest taka potrzeba - ja taką potrzebę czuję, mogę tutaj we własnym imieniu przeprosić, chociaż tego nie powiedziałam".

...i postulacie obniżenia zarobków posłów

Równocześnie posłanka unikała jasnej deklaracji ws. postulatu polityków Lewicy Razem, którzy uważają, że posłowie powinni zarabiać nie więcej niż trzy pensje minimalne.

"O tych sprawach będziemy rozmawiali, jeżeli taka decyzja byłaby podjęta przez klub, to myślę, że wtedy wszyscy się podporządkujemy. Ale ponieważ takiej dyskusji nie było i jest to na razie projekt części naszego klubu, nie uważam za potrzebne ani za stosowne, żeby - nie znając tego projektu - się w tym momencie do niego ustosunkowywać" - skwitowała Wanda Nowicka.

Posłuchaj rozmowy Marcina Zaborskiego z Wandą Nowicką:

Marcin Zaborski: Cytat na początek: "Fala ogromnego poparcia, z jaką spotykam się w ostatnich dniach, dała mi siłę. To wy dajecie mi dzisiaj moc, a ja staję przed wami i chcę wam dać wiarę w lepsze jutro". Pamięta pani te słowa?

Wanda Nowicka: Nie wiem, czyżby to był pan Szymon Hołownia?

Nie, był luty 2015 roku, Wanda Nowicka powiedziała: "Biorę sprawy w swoje ręce, startuję w wyborach prezydenckich". Szybko pani zapomniała, to nie tak dawno.

Przecież w polityce tyle się dzieje. Można powiedzieć, że to prehistoria.

4-5 lat temu mówiła pani: "Bądźmy razem, będę kandydować na urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej". Siedzę dzisiaj i myślę, dlaczego pani koledzy z klubu parlamentarnego Lewicy nie wymieniają pani nazwiska, kiedy mówią o możliwych kandydatach - Lewicy właśnie - na prezydenta Polski?

Przede wszystkim koleżanki i koledzy z klubu nikogo nie wymieniają...

Ależ nieprawda.

...poza trzema tak zwanymi "tenorami", te nazwiska chodziły...

Nieprawda, wymieniają też pani koleżanki.

No i bardzo dobrze.

Ale pani nie wymieniają, przestała pani być dobrą kandydatką na prezydenta?

Ja w ogóle nie aspiruję, ten epizod mam już za sobą. Pozostawiam to teraz innym koleżankom i kolegom, by zmagali się o ten urząd.

Pani już nie wierzy w to, że byłaby dobrym prezydentem, dobrą prezydentką Polski?

To nie jest w tej chwili moja ambicja. Poszłam do Sejmu po to, żeby zmieniać prawo, żeby dążyć do tego i sprawić, żeby kobiety miały w Polsce takie same prawa jak mężczyźni - we wszystkich obszarach. To jest w tej chwili moja aspiracja.

I właśnie o tym mówiła pani, kiedy chciała być pani kandydatką prezydenta Polski. Mówiła pani więcej: "Jestem dobrą kandydatką, jestem dobrą ofertą dla środowisk lewicowych". Minęło 4-5 lat - i pani już nie jest dobrą ofertą?

Na Lewicy jest bardzo dużo dobrych kandydatek i kandydatów.

Na przykład?

Ja zapewne też się do nich zaliczam. Ale nie dlatego nie kandyduję, że uważam, że jestem złą kandydatką, tylko dlatego, że w tej chwili to nie jest moja ambicja.

Kiedy dowiemy się, na kogo stawia Lewica w wyborach prezydenckich?

Na przełomie roku. Koniec grudnia albo początek stycznia, to już jest w zasadzie ta data.

To jeden z terminów, który słyszę - bo słyszałem już 14 grudnia jako taką datę, słyszałem, że to będzie w tym roku, jeszcze przed świętami, tak, żebyśmy przy stołach wigilijnych mogli rozmawiać, dyskutować o kandydacie Lewicy - to mówił na przykład Włodzimierz Czarzasty, słyszałem, że w grudniu i na początku stycznia. Będziemy mogli w czasie świąt porozmawiać o kandydacie, kandydatce Lewicy w wyborach czy nie?

Moim zdaniem, będziemy mogli porozmawiać, możemy właśnie rozważyć te kandydatury. Natomiast najprawdopodobniej, tak jak już powiedziałam, kandydatura zostanie ogłoszona na przełomie roku. Więc być może w sylwestra albo w Nowy Rok będzie już można o tym dyskutować.

Gdyby w drugiej turze wyborów nie znalazł się kandydat Lewicy czy kandydatka Lewicy, wolałaby pani zobaczyć w drugiej turze Małgorzatę Kidawę-Błońską czy Szymona Hołownię?

Tak naprawdę to w tym momencie można powiedzieć, że jeden kandydat i kandydatka co do zasady za wiele się nie różnią z mojego punktu widzenia, więc ja tak naprawdę jestem przekonana, liczę na to, że są bardzo duże szanse, żeby ktoś - kandydat lub kandydatka - z Lewicy dostał się do drugiej tury i wtedy...

Pani była przekonana 4,5 roku temu, że pani się dostanie do drugiej tury...

Ale oczywiście, każdy kandydat i kandydatka musi być przekonana, bez tej wiary na pewno się nie uda...

Nie udało się wtedy zebrać pani podpisów. Ale może pani dzisiaj jasno i zdecydowanie powiedzieć: "Na pewno w wyborach prezydenckich nie oddam swojego głosu na Małgorzatę Kidawę-Błońską"?

Nie, tak chyba nie mogę... Zwłaszcza, gdyby ona stanęła w szranki z prezydentem Dudą. No to jest coś, co absolutnie skłoniłoby mnie do tego, żeby na nią zagłosować, bo prezydent Duda, gdyby miał zostać ponownie wybrany, to byłaby to ogromna porażka nas wszystkich - bo prezydent, który trzykrotnie złamał konstytucję w czasie swoich rządów, nie powinien być wybrany na ponowną kadencję. Jak mówię, byłaby to porażka, wstyd i z mojego punktu widzenia sytuacja dość niedopuszczalna.

Czy koledzy i koleżanki z partii Lewica Razem, z którą jesteście w klubie parlamentarnym, przekonali już panią, że posłowie powinni zarabiać nie więcej niż 3 pensje minimalne?

Myśmy w ogóle jeszcze o tych sprawach nie rozmawiali. Ponieważ, jak wiadomo, posiedzenia Sejmu są w tej chwili bardzo rzadko niestety, nad czym ubolewam...

Nikt nie zabrania posłom spotykać się między posiedzeniami Sejmu.

Tak, ale zapewniam pana redaktora, że robimy mnóstwo rzeczy. Każdy poseł i posłanka prowadzi swoją działalność. Myśmy na ten temat jeszcze nie rozmawiali.

To nie jest nowy pomysł. O tym pomyśle politycy Lewicy Razem mówią od wielu miesięcy. Maksymalnie 3 pensje minimalne dla posła - to by dawało, mniej więcej, niecałe 5 tys. złotych. Dobra pensja dla posła?

Powiem szczerze, panie redaktorze, nie miałam czasu ani dobrze nie znam tego projektu. I proszę wybaczyć, ale tutaj, na potrzeby naszego programu, nie będę się do niego ustosunkowywała.

Tak łatwo nie odpuszczę. Posłowie Razem już zaczęli oddawać część swoich pensji na cele społeczne. I mówią, że chodzi im o to, żeby nie byli oderwani od życia prawdziwych, przeciętnych Polaków. Tak tłumaczą wysokość pensji, która dzisiaj dotyczy posłów w Polsce. Pani części swojego uposażenia z założenia nie oddaje na cele społeczne?

Panie redaktorze, o tych sprawach będziemy rozmawiali. Jeżeli taka decyzja byłaby podjęta przez klub, to myślę, że wtedy oczywiście wszyscy się podporządkujemy. Ale ponieważ takiej dyskusji nie było i jest to na razie projekt części naszego klubu, nie uważam za potrzebne ani za stosowne, żeby - nie znając tego projektu - ustosunkowywać się w tym momencie do niego.

W czasie, kiedy posłowie Lewicy Razem oddają część pensji i przekonują, że posłowie powinni zarabiać mniej, pani kolega, poseł waszego klubu, Marcin Kulasek stwierdza, że posłowie zarabiają mało. I mówi, że 9 tysięcy to nie jest kwota, za którą łatwo się utrzymać w Warszawie, w hotelu sejmowym.

Panie redaktorze, poseł Kulasek już to wyjaśniał, przepraszał, tłumaczył...

Ale powiedział, co powiedział.

Rzeczywiście to były niefortunne słowa. I my uważamy w klubie, że jeżeli jest taka potrzeba, a ja taką potrzebę czuję - mogę tutaj we własnym imieniu przeprosić, chociaż nie powiedziałam tego. Ale jestem przekonana co do tego, że takie słowa nie powinny paść - jeżeli one padły ze strony posła, a nie zostały zmanipulowane...

Anna Maria Żukowska, rzeczniczka SLD, mówi: "Przepraszam wyborczynie i wyborców Lewicy, że taka wypowiedź się pojawiła. Nie powinna ona mieć miejsca".

W pełni się zgadzam z Anną Marią Żukowską w tej sprawie.