Putin zbudował najwyższy mur świata. Jeszcze go nie widać, ale gdy na Ukrainę spadnie ostatnia bomba, kiedy wojska agresora wrócą do koszar, zapora, jaka oddzieli Rosję od reszty świata, sięgać będzie samego nieba. Zostanie zbudowana z sankcji, egzystencjalnych obaw i - nie bójmy się tego słowa - nienawiści Ukraińców do Rosjan. Mają do niej niezaprzeczalne prawo. Nienawistny był mur w Berlinie, ten również takim się stanie. Nie będzie to konstrukcja prowizoryczna - zbyt brutalna jest agresja wroga. Stanie na granicy dwóch bratnich jak Abel i Kain krajów, gdziekolwiek ona będzie przebiegać. Po jej zachodniej stronie panować będzie światło, po wschodniej, zasłużona ciemność.

REKLAMA

Piszę te słowa, gdy rosyjskie rakiety wciąż lecą na Kijów, słychać syreny przeciwlotnicze we Lwowie, w Mariampolu spadła bomba na teatr, w których schroniły się setki ludzi. Zbudowany przez Sowietów mur w Berlinie był nie tylko symboliczny. Dzielił miasto i rodziny. Ludzie starali się go pokonywać na ziemi, tunelami i w powietrzu. Ginęli od kul strażników. Mur oznacza cierpienie i tak będzie tym razem, choć nie będzie on fizyczny. Kiedy runął ten berliński, stał się jaskółką zjednoczenia Niemiec. Zakończył Zimną Wojnę, a swym zniknięciem odnowił Europę. Powstanie nowego zwiastować będzie nadejście ery lodowcowej. Atakując suwerenną Ukrainę, Putin zesłał siebie i całą Rosję na daleką Syberię.

Nasi pra-przodkowie wznosili mury w obawie przed kłami dzikich zwierząt. Czynimy to samo w XXI wieku! Zachód musi odgrodzić się od zła. Stało się ciałem i chcę podstępnie zamieszkać między nami. Dlatego w solidarności z płonącą Ukrainą powinna powstać niewidzialna zapora. Będzie warunkiem bezpieczeństwa świata, który znamy. Nie chcą nazywać go cywilizowanym, bo to byłoby nadużyciem. Ale na naszych sąsiadach popełniono niewyobrażalny gwałt. Jest zbrodnia, musi być kara. Dopiero wtedy zapanuje pokój - Rosjanie sami to przewidzieli w dwóch mądrych książkach. To nie będzie sytuacja z 1945 roku. W tej wojnie nie będzie militarnych zwycięzców ani pokonanych. Zostanie głęboka rana.

Dokonują się przewartościowania, jakby nagle przesunięto pole magnetyczne Ziemi. Zmienią się zagrożenia i międzynarodowe relacje. Zwiększą budżety na obronę. Holokaust nazistów już raz zmusił Europę do redefinicji podstawowych znaczeń. Także istoty sojuszów. Z tego zrodziło się NATO, a potem Unia Europejska. Ludzie zrozumieli, że lepiej łączyć się w stadzie niż dzielić między plemionami. Po wojnie w Ukrainie - oby skończyła się jak najszybciej - trzeba będzie też zdyscyplinować balujących przy europejskim stole. Siedzą, piją, lulki palą, ale to za mało. Bohaterskie wizyty polityków w Kijowie to jedno, ale rozwalanie Europy od środka jest ryzykowną zabawą.

Dramat Ukrainy nas przeraża. Ścieśnimy się jakoś i znajdzie się dla niej wolne krzesło. Bohaterstwo Ukraińców już zmieniło wizerunek ich kraju w oczach Europejczyków. Ale w labiryncie emocji nie wolno zapomnieć o Judaszach i Brutusach, którzy dla zaspokojenia ambicji lub z głupoty osłabiali naszą wspólnotę. Pruli szwy w traktatach, nawet podkochiwali się w Putinie. Gdzie jest dziś węgierski mędrzec Viktor Orban? Gdzie są nasze koszmarne sny o Budapeszcie? To z myślą o tych lunatykach należy zostawić otwór w murze - nazwijmy go zwieraczem wstydu. Przez niego powinni ratować się ucieczką wszyscy pożyteczni idioci, których wciąż nie oświeciło. Jeśli chcą do Moskwy, niech idą.

Wojna w Ukrainie położy kres wielu międzyludzkim kontaktom. To chyba najsmutniejsza jej konsekwencja. W Odessie nie będą już witać z otwartymi ramionami ludzi z St. Petersburga. O wycieczkach z Moskwy do Kijowa będzie można tylko poczytać w książkach z historii. Także o tej ostatniej, w czterdziestokilometrowej kolumnie czołgów. Pozrywały się kontakty, przestały istnieć przyjaźnie. Ukraińcy nie wybaczą Rosjanom ich biernej postawy, a propaganda nie będzie dla niech żadnym usprawiedliwieniem. Ludzie, którzy znaleźli w sobie odwagę i sprzeciwili się wojnie, staną się nowymi sprawiedliwymi wśród narodów świata. Jeszcze Ukraina nie zginęła, podobnie jak ludobójca z Kremla.