Piłkarze Realu Madryt pokonali w St. Denis pod Paryżem Liverpool 1:0 w finale Ligi Mistrzów. "Królewscy" już po raz 14. zdobyli Puchar Europy i umocnili się na czele klasyfikacji najbardziej utytułowanych klubów tych rozgrywek.

REKLAMA

Spotkanie rozpoczęło się z 37-minutowym opóźnieniem ze względów bezpieczeństwa. Nie wszyscy kibice na czas zdążyli dostać się na Stade de France, przed obiektem długo stały kolejki oczekujących na wejście. Niektóre źródła podawały jednak, że w okolicach stadionu doszło do starć kibiców z policją. Chodziło o grupę fanów Liverpoolu, która miała próbować sforsować bramy bez biletów. Policja miała użyć gazu łzawiącego.

Przed rozgrzewką obu drużyn odbyła się krótka ceremonia upamiętniająca katastrofę na Heysel, której 37. rocznica przypada w niedzielę. Wtedy, przed finałowym meczem Pucharu Europy między Liverpoolem a Juventusem Turyn (0:1), w wyniku bójek między kibicami obu zespołów śmierć poniosło 39 osób. W sobotę Kenny Dalglish - legenda angielskiego klubu - złożył kwiaty na narysowanym na ziemi przed trybuną herbem Liverpoolu. Widownia nagrodziła to brawami.

Równie głośno, ale głównie w sektorach zajmowanych przez sympatyków "Królewskich", zrobiło się, gdy na stadionowym telebimie pokazano siedzącego na trybunach hiszpańskiego tenisistę Rafaela Nadala.

Początek był wyrównany, ale pierwsi groźnie zaatakowali wicemistrzowie Anglii. W 16. minucie sytuacyjne uderzenie Mohameda Salaha instynktownie obronił Thibaut Courtois. Dwie minuty później Egipcjanin przymierzył z linii pola karnego, ale Belg ponownie był na posterunku.

Z kolei w 21. minucie po indywidualnej akcji Sadio Mane strzelił z 15 metrów i trafił w słupek, choć wcześniej bramkarz Realu zdołał dotknąć piłki ręką. 35. minuta to trzecia próba Salaha, tym razem głową, ale strzał w środek bramki nie mógł zaskoczyć Courtoisa.

Real w pierwszej połowie groźnie zaatakował praktycznie tuż przed przerwą. Po nieporadnym zachowaniu bramkarza Alissona i francuskiego obrońcy Ibrahimy Konate "na raty" gola zdobył Karim Benzema, ale sędziowie po analizie VAR uznali, że najlepszy strzelec tej edycji Champions League krótko przed tym, jak skierował piłkę do siatki, był na spalonym.

Zdecydowała jedna bramka

Być może to ta sytuacja sprawiła, że po przerwie Real atakował z większą ochotą. Powodzenie przyniosła mu składna akcja z 59. minuty, którą "zamknął" i z bliska zdobył gola Brazylijczyk Vinicius Junior, choć wcześniej Urugwajczyk Federico Valverde nieco skiksował próbując strzelać na bramkę Alissona.

Niedługo potem miał miejsce kolejny odcinek pojedynku Salah - Courtois i znowu górą był bramkarz mistrza Hiszpanii. Belg z każdą minutą coraz bardziej pracował na miano bohatera wieczoru - jeszcze kilkakrotnie nie pozwolił się pokonać Egipcjaninowi, a także m.in. świetnie zachował się broniąc strzał Portugalczyka Diogo Joty, który zmienił kierunek lotu piłki po uderzeniu Salaha.

Real Madryt po raz 14. sięgnął po Puchar Europy, najcenniejsze klubowe trofeum na Starym Kontynencie. Poprzednio zdobył je w 2018 roku, kiedy w Kijowie pokonał... Liverpool 3:1.

Od kiedy w 1992 roku wprowadzono formułę Ligi Mistrzów, "Los Blancos" byli ośmiokrotnie najlepsi i w tym okresie nigdy nie przegrali finału.

Liverpool - Real Madryt 0:1 (0:0)

Bramka: Vinicius Junior (59).

Sędzia: Clement Turpin (Francja). Widzów: 80 tys.

Liverpool: Alisson Becker - Trent Alexander-Arnold, Virgil van Dijk, Ibrahima Konate, Andrew Robertson - Fabinho, Thiago Alcantara (77. Roberto Firmino), Jordan Henderson (77. Naby Keita) - Mohamed Salah, Sadio Mane, Luis Diaz (65. Diogo Jota).

Real Madryt: Thibaut Courtois - Dani Carvajal, Eder Militao, David Alaba, Ferland Mendy - Casemiro, Toni Kroos, Luka Modric (90. Daniel Ceballos) - Federico Valverde (86. Eduardo Camavinga), Karim Benzema, Vinicius Junior (90+3. Rodrygo).