W połowie stycznia na warszawskiej Woli policyjny radiowóz przewożący osoby zatrzymane w związku z rozbiciem gangu handlującego ludźmi, zderzył się z samochodem cywilnym na skrzyżowaniu ulic Leszno i Okopowej. Jak ustaliła Komenda Stołeczna Policji, funkcjonariusze przewozili dwie kobiety zatrzymane dzień wcześniej podczas szeroko zakrojonej akcji na Ursynowie. W wyniku wypadku do szpitala trafiły trzy osoby, a jeden z policjantów został zawieszony w służbie.
- 16 stycznia warszawska policja rozbiła zorganizowaną grupę przestępczą na Ursynowie, zajmującą się handlem ludźmi i narkotykami.
- Dzień po akcji podczas transportu dwóch zatrzymanych kobiet doszło do wypadku z udziałem nieoznakowanego radiowozu.
- Kierowca radiowozu miał prawo jazdy, ale nie powinien był używać sygnałów uprzywilejowania; wobec niego wszczęto postępowanie dyscyplinarne i zawieszono go w służbie.
- Więcej informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
16 stycznia warszawska policja przeprowadziła spektakularną akcję na Ursynowie, rozbijając zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się handlem ludźmi oraz narkotykami. Efektem działań było zatrzymanie dwóch osób, a także deportacja dwunastu obywateli Ukrainy. Zarzuty usłyszało dwóch mężczyzn - 24 i 34-letni obywatele Ukrainy. Dziewięcioro innych - sześciu mężczyzn i trzy kobiety - zostało uznanych za ofiary procederu i objętych statusem pokrzywdzonych.
Dzień po akcji, podczas transportu dwóch zatrzymanych kobiet do jednostki na warszawskiej Woli, doszło do wypadku. Jak poinformowała Komenda Stołeczna Policji, funkcjonariusze poruszali się nieoznakowanym radiowozem, używając sygnałów świetlnych i dźwiękowych pojazdu uprzywilejowanego. "Miejscem docelowym była jednostka na warszawskiej Woli, gdzie zatrzymane - w związku z pozostającymi w toku czynnościami procesowymi w sprawie zorganizowanej grupy przestępczej - miały pozostawać w Pomieszczeniu Dla Osób Zatrzymanych do czasu przeprowadzenia czynności, które pozwoliły na ustalenie ich obecnej roli procesowej" - wyjaśniła policja.
"Ustalono, że funkcjonariusz kierujący radiowozem, posiadał uprawnienia do prowadzenia pojazdów, w tym radiowozów - ma prawo jazdy kategorii B - jednak bez używania sygnałów uprzywilejowania. Decyzją Komendanta Stołecznego Policji wdrożono natychmiast postępowanie w zakresie odpowiedzialności dyscyplinarnej oraz karnej. Wczoraj (piątek, 30 stycznia) Komendant Rejonowy Policji Warszawa II, w związku z koniecznością wszechstronnego wyjaśnienia okoliczności zdarzenia drogowego, wydał decyzję o zawieszeniu funkcjonariusza w służbie" - poinformowała KSP.
W wyniku zderzenia do szpitala trafiły dwie przewożone kobiety oraz jeden z policjantów. "Patrol ruchu drogowego, skierowany na miejsce wypadku, dokonał sprawdzenia stanu trzeźwości kierujących. Wszyscy byli trzeźwi (wyniki badań to 0,00 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu)" - podkreślono w oficjalnym komunikacie.
W momencie transportu kobiety miały status osób zatrzymanych, co uzasadniało zastosowanie wobec nich kajdanek. "Dopiero dzień później, w oparciu o analizę zgromadzonego materiału procesowego, uznano, że daje on podstawę do określenia roli obydwu kobiet jako pokrzywdzonych i ofiar działania zorganizowanej grupy przestępczej - rozbitej przez policjantów" - czytamy w komunikacie.
W zwizku z wypadkiem drogowym, do ktrego doszo 16 stycznia br. w Warszawie u zbiegu ulic Okopowej i Leszno przekazujemy dodatkowe informacje dotyczce tego zdarzenia.Do wypadku doszo w trakcie przewoenia dwch osb zatrzymanych podczas policyjnej akcji majcej miejsce... pic.twitter.com/tFJDJFnLc0
Policja_KSPJanuary 31, 2026
Obecnie postępowanie prowadzone jest w fazie in rem, czyli "w sprawie", bez postawienia zarzutów konkretnym osobom. Jak przekazał rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej prok. Piotr Antoni Skiba, "do tej pory w sprawie wypadku nikt nie otrzymał zarzutów". Dodał także, że "na obecnym etapie zabezpieczany jest materiał dowodowy".
W sprawie pojawiły się jednak poważne zastrzeżenia ze strony adwokata jednej z poszkodowanych kobiet. Mecenas Tymoteusz Paprocki w rozmowie z PAP nie krył swojego rozczarowania tempem prowadzenia śledztwa. Mam zastrzeżenia co do zbierania materiałów dowodowych w tej sprawie i na pewno w związku z tym już w poniedziałek jako pełnomocnik złożę wnioski dowodowe, ponieważ dziwne jest, że w sprawie dotychczas nie powołano biegłych do zbadania okoliczności wypadku, zaś aktywność dotycząca ustalenia stanu zdrowia mojej klientki i innych osób uczestniczących w wypadku nastąpiła dopiero po moim mailowym zgłoszeniu się jako pełnomocnika pokrzywdzonej do sprawy, czyli 11 dni po wypadku - podkreślił adwokat.