Tablicę upamiętniającą kobiety więzione przez władze w stanie wojennym i po jego zakończeniu odsłonięto dziś na murze Aresztu Śledczego przy ul. Kurkowej w Gdańsku. W latach 80. trafiło tam blisko 50 więźniarek politycznych, nazywanych też więźniarkami sumienia.

REKLAMA

Dziękuję w imieniu własnym i wszystkich moich koleżanek, które spędziły w tych murach jakiś czas - mówiła dziś Ewa Kubasiewicz, która w stanie wojennym usłyszała najwyższy, polityczny, wyrok więzienia ze wszystkich kobiet - 10 lat.

Nie chcemy już więcej, żeby tego typu sytuacje się zdarzały. Kobiety w więzieniu miały gorzej, w tym sensie, że kobietę łatwiej jest upokorzyć. To była forma łamania nas. Dla mnie szczególnie upokarzające było kiedy na ul. Okopowej byłam w celi sam na sam z więźniarką - zapewne podstawioną - która była dwa razy większa ode mnie i stosowała wobec mnie przemoc fizyczną, naruszała moją godność osobistą - powiedziała reporterowi RMF FM Kubie Kałudze Małgorzata Chmielecka-Gumoś.

Najmłodsza z więźniarek Anna Kołakowska miała wtedy 17 lat. Na ul. Okopowej to była piwnica. Do spania był katafalk i bardzo cieniutki materac. Tutaj, na Kurkowej było trochę lepiej. Cztery osoby w celi. Z pudełek od zapałek zrobiłyśmy sobie karty do gry w brydża, kości do gry z chleba. Czwarta do brydża musiała siedzieć na muszli klozetowej, tak mało było miejsca - wspominała.

My byłyśmy krnąbrne. Nieustannie się buntowałyśmy. Kary za bunt były srogie np. karcer, do którego właziły szczury. (...)Warunki były ciężkie, ale jeśli ktoś podejmuje walkę z reżimem, musi się z tym liczyć, że zapłaci za to jakąś cenę. Nikogo z nas to nie załamywało - dodała.

Wśród więzionych kobiet była także Anna Walentynowicz.

Podczas uroczystości odsłonięcia tablicy dyrektor gdańskiego oddziału IPN dr Paweł Warot podkreślił, że kobiety "płaciły wysoką cenę za niegodzenie się na życie w zniewoleniu". Najstarsza z kobiet więzionych z powodu politycznych miała ponad 50 lat. Najmłodsza 17 lat. Łączyło je wspólne pragnienia życia w wolnej i niepodległej Polsce - mówił.

Opisywał, że kobiety były przetrzymywane w areszcie w czasie trwającego od kilku tygodniu do kilku miesięcy śledztwa w celach o wielkości 2 na 3,5 metra, w których przebywały cztery osoby. Warunki bytowe uwłaczały ludzkiej godności, bo w odległości niecałego metra od stołu stała niczym nieosłonięta muszla klozetowa - podkreślił Warot. Zaznaczył, że więźniarki od wczesnych godzin porannych do wieczora miały zakaz leżenia na pryczy, a za złamanie zakazu wymierzano surowe kary.

W uroczystościach wziął udział również szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Józef Kasprzyk, który podkreślił, że odsłaniana tablica jest poświęcona "walecznym niewiastom, walecznym kobietom, które umiłowały wolność i niepodległość ponad wszystko". Za tę miłość do wolnej Polski płaciły ogromną cenę. Cenę utraty wolności, pohańbienia, odzierania z godności, cenę zdrowia - mówił.

Zaznaczył, że komunistom nie udało się ich złamać, że nie udało się "stłamsić tego ducha i żaru wolności, który tlił się w ich sercach".

Tablica została przygotowana i ufundowana przez Oddziałowe Biuro Upamiętniania Walk i Męczeństwa Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku.