O pracownika sezonowego może być w tym roku wyjątkowo trudno. Nad morzem trwa gorączkowa rekrutacja do obiektów turystycznych, handlowych i gastronomii. W tym roku nie ma co liczyć na to, że lukę na rynku pracy wypełnią obywatele Ukrainy, bo ci, którzy zostali w Polsce zazwyczaj mają już stałe zatrudnienie.

REKLAMA

Rekrutacyjna gorączka nad polskim morzem trwa w najlepsze. Chętnych do pracy jest mniej, oferowane stawki też niższe niż w ubiegłym roku.. Nad polskim morzem sezon dopiero się rozkręca. Najpilniej pracowników poszukują obecnie lokale gastronomiczne, hotele i pensjonaty oraz obiekty prowadzące handel pamiątkami.

W tym roku widzimy dużo więcej niż w roku ubiegłym ofert pracy dla osób sprzątających oraz, co ciekawe, dla animatorek zabaw dla dzieci - mówi Anna Sudolska, ekspertka rynku pracy z firmy IDEA HR Group.

Rekrutacyjne szaleństwo nad polskim morzem to już niemal rytuał. W maju i czerwcu pracowników szuka niemal każdy hotel, lokal gastronomiczny czy obiekt handlowy prowadzący działalność handlową. Niektóre firmy rekrutowały już wczesną wiosną. Inni postanowili rozkręcić działalność dopiero w długi czerwcowy weekend, gdy można liczyć na tłumy w kurortach nadmorskich.

Ofert pracy jest jeszcze więcej niż w latach ubiegłych. Martwi z kolei brak chętnych pracowników. Zauważamy, że w tym roku jest jeszcze większy odwrót od pracy sezonowej niż w latach ubiegłych. W poprzednie wakacje mieliśmy dużo pracownic z Ukrainy chętnych do podjęcia pracy, było więcej studentów i studentek. Ogólnie można odnieść wrażenie, że rok temu inflacja i wojna mobilizowały do dorabiania w sezonie letnim. Póki co, widzimy odwrót od tej tendencji. Inna sprawa, że tok temu oferty z restauracji dla kucharzy powyżej 15 tysięcy złotych brutto były codziennością. Obecnie tak wysokich stawek prawnie nie ma - mówi Anna Sudolska.

Brak pracowników sezonowych odczuwalny jest szczególnie w mniejszych miejscowościach nadmorskich jak np. Sarbinowo, Grzybowo, Międzywodzie czy Pustkowo.

Z małych miejscowości pracownicy sezonowi uciekają do Świnoujścia czy Międzyzdrojów, a z tych większych do kurortów po niemieckiej stronie. W przypadku pracy sezonowej o tym, czy pracownik zdecyduje się podjąć pracę decyduje kilka czynników: ilość godzin do przepracowania, stawka i zakwaterowanie. Uświadamiamy przedsiębiorców, szczególnie restauratorów, że nie ma obecnie już takiej możliwości, by kucharz chciał pracować całe wakacje po 16 godzin na dobę - dodaje Anna Sudolska.

Kto nad morzem zarobi najwięcej? Oczywiście wspomniani wcześniej kucharze. Tutaj oferty mogą sięgać kilkunastu tysięcy złotych, w zależności od doświadczenia. Mniej zarobią kelnerki i pomoce kuchenne. Jeszcze mniejsze stawki występują w handlu nadmorskim, gdzie oferty miesięczne wahają się od 4 do 6 tysięcy złotych.

Stawki są niższe niż w latach ubiegłych, ale wynika to z sytuacji przedsiębiorców, którzy również zostali mocno dotknięci inflacją i sytuacją gospodarczą. Trzeba się więc liczyć z tym, że to nie będzie tak, jak w latach ubiegłych, gdzie każda stawka zasugerowana przez pracownika była spełniana. Widzimy, że tutaj zarówno hotele jak i gastronomia i handel są w tym temacie dużo ostrożniejsze - mówi Anna Sudolska, ekspertka rynku pracy.

Na rynku najbardziej brakuje osób do sprzątania. O ile w gastronomii stawki spadły, tak tutaj zdarzają się oferty z hoteli, gdzie stawka godzinowa sięga nawet 70 złotych brutto za godzinę. Bardzo brakuje także ratowników wodnych, pracowników dyskontów spożywczych czy animatorek zabaw dla dzieci. Tutaj stawki również są wyższe niż przed rokiem.