Ks. Arkadiusz H. jest winny zarzucanych mu czynów i został wydalony ze stanu duchownego - poinformował w poniedziałek rzecznik prasowy diecezji kaliskiej ks. Michał Włodarski. Taka decyzja zapadła po przeprowadzeniu postępowania kanonicznego. Ukarany duchowny był bohaterem filmu braci Sekielskich "Zabawa w chowanego".

REKLAMA

Rzecznik prasowy diecezji kaliskiej ks. Michał Włodarski poinformował, że przed upublicznieniem "decyzja sądu kościelnego została przekazana osobom, których świadectwa doznanej krzywdy stały się podstawą do wydania wyroku skazującego i wymierzenia kary".

Zdaniem duchownego historia, która wydarzyła się w diecezji kaliskiej, nigdy nie powinna mieć miejsca.

Ta sprawa mnie po ludzku boli i jako księdza zawstydza. Współczuję wszystkim, którzy do dziś noszą konsekwencje przestępczych zachowań Arkadiusza H. Wykorzystanie seksualne dziecka przez duchownego należy do najcięższych przestępstw w Kościele. W prawie kościelnym wydalenie ze stanu duchownego to dla księdza najwyższy wymiar kary. Kara kościelna nałożona na duchownego jest aktem sprawiedliwości dla osób pokrzywdzonych. Jest to szczególnie ważne, gdy sprawa jest przedawniona w karnym prawie państwowym - przekazał PAP ks. Michał Włodarski.

Jakub Pankowiak powiedział w rozmowie z PAP, że "taki wyrok daje drobne poczucie sprawiedliwości, bo wiadomo, że do prawdziwego wyroku nie doszło z racji przedawnienia". Z drugiej strony - jak oświadczył mężczyzna - taką decyzją Kościół pozbywa się sprawców i nie stara się zadbać o to, by nie popełniali więcej takich przestępstw.

Od dzisiaj biskup kaliski nie ma już nad nim żadnej zwierzchności, nie może niczego mu nakazać lub zakazać, jest już jakby wolnym człowiekiem, a więc także zagrożeniem, bo przecież to nie jest człowiek zdrowy - mówił Pankowiak.

Były ksiądz może od podjętej decyzji złożyć tzw. rekurs. Rekurs, do którego skazany ma prawo według prawa kanonicznego, jest formą odwołania się od dekretu karnego. Gdyby tak się stało, ostateczna decyzja w sprawie należy do Kongregacji Nauki Wiary. Każda historia dziecka skrzywdzonego przez księdza osłabia zaufanie do Kościoła. Naszą wiarygodność możemy odbudowywać tylko poprzez jednoznaczne działania, które sprawiedliwie karzą krzywdzicieli i pomagają osobom skrzywdzonym" - podkreślił rzecznik diecezji.

Sprawa ks. Arkadiusza H. nabrała rozgłosu po emisji filmu braci Sekielskich w maju 2020 r. Dokument przedstawił historię wykorzystywania seksualnego dwojga chłopców z diecezji kaliskiej w latach 1999-2000.

Ojciec pokrzywdzonych pracował w kościele jako organista, stąd rodzina znała się bliżej z księżmi pracującymi w parafii. Ksiądz wikary Arkadiusz H. często bywał w domu chłopców, był traktowany jako przyjaciel domu. Duchowny najpierw miał zainteresować się Jakubem, a kiedy ten wyjechał do szkoły w innym mieście, ksiądz miał molestować Bartłomieja. Z opisu poszkodowanego wynika, że przychodził do domu wieczorem, za zgodą rodziców zamykał się z chłopcem w pokoju, gasił światło i wówczas dochodziło do molestowania.

Po emisji filmu ksiądz został zawieszony w pełnieniu posługi kapłańskiej, a były biskup kaliski Edward Janiak (zm. w 2021 r.) został odsunięty z pełnienia posługi kapłańskiej przez Stolicę Apostolską. Sprawą molestowania małoletnich zajęła się Prokuratura Rejonowa w Pleszewie po złożeniu zawiadomienia przez Bartłomieja Pankowiaka.

Pleszewski sąd skazał Arkadiusza H. na 3 lata więzienia oraz zakaz pracy z dziećmi i młodzieżą na 10 lat. Zdaniem sądu oskarżony dopuścił się czynu umyślnie, a motywem działania oskarżonego było zaspokojenie swoich popędów seksualnych.

Sąd Okręgowy w Kaliszu w październiku ub. roku uchylił wyrok i umorzył postępowanie w sprawie księdza. Zdaniem sądu sprawa uległa przedawnieniu 20 maja 2015 r. Sędzia Marek Bajger powiedział, że umorzenie nie oznacza uniewinnienia. W uzasadnieniu podkreślił, że ksiądz jest sprawcą zarzucanych mu przestępstw, ponieważ przyznał się, dlatego pokrzywdzonym pozostaje postępowanie cywilne o zadośćuczynienie.

Pokrzywdzeni bracia Pankowiakowie wnieśli pozew cywilny przeciwko diecezji kaliskiej o zadośćuczynienie w wysokości 1 mln zł. Tuż przed rozpoczęciem procesu Jakub Pankowiak wycofał swoje roszczenia. Sądowi wyjaśnił: "sądziłem, że empatia ze strony polskich hierarchów spowoduje, że zdecydują się przyjąć współodpowiedzialność za przestępstwa swoich podwładnych. To nie nastąpiło, więc historia z rozprawą sądową i z wygraniem lub przegraniem jej niewiele wniesie". Te zadośćuczynienia, które wypłaca Kościół, te ugody, które są między poszkodowanymi a prawnikami nie powodują zmiany mentalnej w strukturach kościelnych - powiedział.

Sąd Okręgowy w Kaliszu w maju br. zasądził od diecezji kaliskiej na rzecz Bartłomieja Pankowiaka 300 tys. zł wraz z odsetkami ustawowymi. Sędzia Arleta Konieczna podkreśliła w uzasadnieniu wyroku, że "powodowie są prekursorami w dziedzinie odkrywania złych kart w polskim Kościele instytucjonalnym, w celu jego naprawy".