​35-latka, która w Poznaniu dopuściła się napaści i znieważenia na tle narodowościowym względem Ukrainek, usłyszała we wtorek zarzuty. Podczas przesłuchania kobieta stwierdziła, że to ona była ofiarą - poinformował prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

REKLAMA

Atak w Poznaniu. Są zarzuty

Do zdarzenia doszło w sobotę 4 kwietnia około godziny 23:00 na ulicy Święty Marcin w Poznaniu. Policja podjęła interwencję w reakcji na nagrania, które pojawiły się w internecie. Widać na nich między innymi, jak podejrzana najpierw wulgarnie znieważa inną kobietę ze względu na jej ukraińską narodowość, a następnie kilkukrotnie ją uderza.

Agresorka została zatrzymana przez mundurowych w poniedziałek przed południem.

Kobieta usłyszała dzisiaj w prokuraturze zarzut naruszenia nietykalności cielesnej, a także znieważenia dwóch kobiet z powodu ich przynależności narodowej - poinformował we wtorek prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Jedną z pokrzywdzonych kobieta ciągnęła za włosy. Część z tych włosów wyrwała i spowodowała zadrapania i podbiegnięcia krwawe na głowie, szyi i prawej ręce - mówił prok. Wawrzyniak.

Agresorka stwierdziła, że "była ofiarą"

Jak przekazał rzecznik poznańskiej prokuratury, podejrzana podczas przesłuchania opisała przebieg zdarzenia i "potwierdziła, że miało ono charakter ksenofobiczny z jej strony".

Kobieta jednocześnie stwierdziła, że to ona była ofiarą, że ona została zaczepiona przez pokrzywdzone i się broniła - poinformował prok. Łukasz Wawrzyniak.

Prokuratura zastosowała wobec podejrzanej dozór policji, a także zakaz kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonych. Kobiecie grozi kara do pięciu lat więzienia.

Jak się okazało, podejrzana jest dobrze znana funkcjonariuszom. W przeszłości była notowana m.in. za naruszenie nietykalności cielesnej, groźby karalne, znieważanie, kradzież, fałszerstwo dokumentów, oszustwa oraz prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu - mówił RMF FM Andrzej Borowiak z wielkopolskiej policji.